Bílý vrch
icon TrekBuddy
www.trekbuddy.net
Outdoor companion.
  • internal / bluetooth / simulator GPS
  • offline raster maps
  • smart GPX / raw NMEA logs
  • waypoints and simple navigation
  • custom views
  • MIDP and Symbian phones
  • Blackberry
  • Android
Visit wiki to see all features, guides and howtos. Project tracker.

Partners:    (Polish/Polski)(Polski) Compass mapy      (Polish/Polski)(Polski) Galileos mapy      (Polish/Polski)(Polski) CartoMedia      (Czech/Èesky)(Èesky) Eaglesoft trasy      (Polish/Polski)(Polski) ExpressMap     

 FAQFAQ   SearchSearch   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 
Testy urzadzen wspolpracujacych z TrekBuddy
Goto page 1, 2  Next
 
Post new topic   Reply to topic    TrekBuddy Forum Index -> Polski
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Wed Nov 26, 2008 1:56 pm    Post subject: Testy urzadzen wspolpracujacych z TrekBuddy Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY- Magazynu mobilnych technologii - przetwarzanie tekstu jedynie za zgodą Redakcji

Pentagram PathFinder P3101

„Czuły długodystansowiec”

System GPS (Global Positioning System) został uruchomiony 27 kwietnia 1995 roku i jak to zwykle bywa z nowymi technologiami na początku nie był dostępny dla użytkowników cywilnych. W tym przypadku władcą sygnału był Departament Obrony USA. Stosowanie zmiennego fałszowania sygnałów (Selective Availability) sprawiło, że odbierana pozycja „pływała” w obrębie od 100 do 300 metrów od rzeczywistego położenia. Jak nietrudno się domyślić było to skuteczne ograniczenie, ponieważ odbiornik GPS nawet w stanie spoczynku rejestrował ciągły ruch, a co za tym idzie także nieistniejące zmiany prędkości.
Wszystko zmieniło się z dniem 1 maja 2000 roku, kiedy to zaprzestano fałszowania sygnału. Świat w spadku po wojsku otrzymał kolejną użyteczną technologię. Odbiorniki GPS są podstawą działania coraz bardziej popularnych systemów nawigacyjnych, a ze względu na sposób prezentowania informacji o naszym położeniu można je podzielić na takie, które na zintegrowanym wyświetlaczu od razu prezentują naszą i takie, które wykorzystują w tym celu zewnętrzne urządzenie (telefon komórkowy, PDA, laptop itp.)
Przez kilka tygodni testowałem odbiornik należący do tej drugiej grupy- Pentagram PathFinder P3101. A było to tak...


Ten kamień świeci!

PathFinder P3101 nie został zaprojektowany z jakąś szczególną świeżością. Żaden szalony designer nie nadał jego bryle pędu, ale zdecydowanie nie można o nim powiedzieć, że jest brzydki. Wykonany został z ciemnoszarego, matowego plastiku. Na jego górnej części umieszczono czarną płytkę, która ożywia całość i dodaje powagi, oraz trzy jasno świecące diody: połączenie Bluetooth (niebieska), sygnał z satelitów (pomarańczowa) i naładowanie akumulatora (czerwona).
Na spodzie urządzenia naklejony został gumowy „antyślizgacz”, który zajmuje prawie całą powierzchnię pokrywy baterii i zadziwiająco sprawnie wypełnia swoje zadanie. Naprawdę działa! Odbiornik położony na gładkiej powierzchni sprawia wrażenie jakby przyciąganego przez magnes. To informacja dla tych, którzy w samochodzie wyznają zasadę „gaz- hamulec”. Na lewym boku PathFindera P3101 umieszczono włącznik, a na prawym gniazdo ładowania powszechne w wielu urządzeniach- miniUSB, co oznacza, że w podróży możemy zabrać jedną ładowarkę mniej. Niestety nie znajdziemy złącza antenowego, co wcale nie musi być minusem, ale o tym nieco później. Obudowa odbiornika, który otrzymałem do testu była dobrze spasowana i nie trzeszczała nawet przy mocniejszym ściskaniu.
Pentagram PathFinder P3101 pomimo swojej niewielkiej wagi sprawia wrażenie ciężkiego. Nie jestem zwolennikiem miniaturyzacji i lubię czuć, że odbiornik nadal jest w kieszeni, do której go włożyłem. To solidna konstrukcja. Po trzech tygodniach normalnego, codziennego użytkowania i kilkukrotnym bliskim kontakcie z twardą rzeczywistością w postaci chodnika, na obudowie nie znajduje się nawet mała rysa. Po prostu kamień, który świeci.

O 20 za dużo.

Sercem PathFindera P3101 jest chipset firmy MTK. Jest to główny konkurent powszechniej stosowanego układu SiRF Star III, jednak nie mamy się czego obawiać, bowiem jest godnym rywalem w tej walce. Co więcej jest on zdecydowanie bardziej energooszczędny. Obsługuje 32 kanały, co oznacza, że może w tym samym czasie śledzić 32 satelity. To bardzo przyszłościowy układ! Dlaczego? Ano dlatego, że na orbicie (na wysokości około 20 200 km.) krąży zaledwie 30 satelitów (według Wikipedii 2 z nich są nieczynne), z czego tylko połowa znajduje się bezpośrednio nad naszymi głowami- reszta jest schowana za horyzontem.
Do prawidłowego namierzenia pozycji 3D odbiornik potrzebuje danych z co najmniej 4 satelitów, a podczas całego mojego testu nie zaobserwowałem, by korzystał z więcej niż 10 jednocześnie. Układ 32 kanałowy jest bardzo optymistyczną wizją przyszłości, bowiem w chwili obecnej jest zbyt wcześnie, by skorzystać ze wszystkich jego możliwości. O wiele ważniejsze w przypadku chipa MTK jest jego oszczędne obchodzenie się z naszą baterią.

Zimno, ciepło, gorąco.

To nie popularna zabawa:) Zimny, ciepły i gorący start to przyjęte określenia dotyczące szybkości ustalania naszej dokładnej pozycji. Zimny start odnosi się do pierwszego uruchomienia odbiornika, gdy w jego pamięci nie ma absolutnie żadnych informacji o naszych współrzędnych geograficznych. Taki start trwa najdłużej, ponieważ urządzenie musi od zera ustalić swoją pozycję. Podobnie jest, gdy z wyłączonym odbiornikiem przemieścimy się na znaczną odległość lub gdy przez dłuższy czas mamy rozładowaną baterię. Ciepły start dotyczy sytuacji, gdy urządzenie musi ustalić pozycję mając już w pamięci informacje o naszej ogólnej lokalizacji. Gorący start ma miejsce wtedy, gdy włączony odbiornik na chwilę zgubił sygnał np. przejeżdżając przez podziemny parking. Urządzenie posiada wtedy niemal wszystkie wymagane informacje, a my nie przemieściliśmy się na tyle, by było potrzebne ponowne wyszukiwanie. Gorący start zazwyczaj nie trwa dłużej niż kilka sekund- na ogół wystarcza zaledwie jedna.
Podane przez producenta czasy startów to kolejno 39 sekund dla zimnego, 36 dla ciepłego i 1 sekunda dla gorącego. Zmierzone przeze mnie wyglądają bardzo podobnie. Podczas pierwszego uruchomienia PathFinder P3101 ustalił swoją pozycję po 42 sekundach, jednakże ten test był przeprowadzony w centrum dużego osiedla i wieżowce wokół mogły skraść owe 3 sekundy. Ciepły start ma swoje dwie odsłony. Przeprowadzony w tym samym miejscu co zimny, zajął odbiornikowi zaledwie sekundę więcej, niż deklarowane 36 sekund, natomiast gdy próbowałem ustalić swoją pozycję będąc w ruchu- już podczas jazdy samochodem- złapał fix po 89 sekundach. Powtarzanie testów dawało podobne wyniki- te statyczne były niemal identyczne z wynikami producenta, natomiast pomiary w ruchu zawsze zajmowały 2-3 razy więcej czasu.

Wytrwały kompan wędrówek.

Bateria jaką znajdziemy w zestawie to ogniwo Li-ion o pojemności 1100 mAh, a nie jak podaje producent 1000 mAh. Chipset MTK jest wyjątkowo energooszczędny, ale gdyby tego było mało urządzenie posiada funkcję drzemki, co oznacza, że gdy PathFinder P3101 przez minutę nie wykrywa aktywnego połączenia Bluetooth, przechodzi w stan czuwania. Dzięki temu podczas krótkich wyjazdów możemy zapomnieć o wyłączaniu urządzenia. Według producenta bateria powinna wystarczyć na 25 godzin ciągłego ustalania pozycji. Odbiornik zabrałem na wędrówkę w góry i korzystałem z niego wraz z programem TrekBuddy. Bateria odmówiła posłuszeństwa po trzech dniach, przy czym odbiornik nie był wyłączany na noc. Nawigowanie trwało łącznie około 21 godzin i było przeplatane dwukrotnym stanem czuwania trwającym w sumie około 30 godzin. Wyjątkowa czułość układu MTK sprawiła, że odbiornik ani razu nie stracił łączności z satelitami, chociaż przez większość drogi towarzyszyła nam mgła, padający deszcz a nawet śnieg. I właśnie dzięki owej dużej czułości nie sądzę, by większość z nas potrzebowała na codzień złącza antenowego. Tym bardziej, że liczba satelitów nad nami wciąż rośnie, a ich sygnał staje się coraz silniejszy. Nawet w górach w niesprzyjających warunkach odbiornik uzyskiwał fix z 6-7 satelitami i pokazywał dokładność 3-5 metrów. Raz sparowane połączenie Bluetooth nie było zrywane i przez okres testów nie miałem najmniejszych problemów z komunikacją lub wybudzaniem odbiornika z trybu uśpienia.
Czy Pentagram PathFinder P3101 jest godny uwagi? Zdecydowanie tak! To solidna konstrukcja, która nie zawiedzie nas podczas wędrówek, a układ MTK to świetne połączenie czułości i delikatnego obchodzenia się z ogniwem. Gdyby to nie wystarczyło, w zestawie znajdziemy zarówno ładowarkę sieciową jak i samochodową, oraz... kupon pozwalający przez 14 dni bezpłatnie korzystać z programu NaviExpert. Niewątpliwą zaletą zewnętrznych odbiorników GPS jest to, że do woli możemy zmieniać urządzenia do których są one podłączone- z jednego odbiornika w miarę potrzeb może korzystać kilka osób.

Plusy:
bardzo dobra czułość
czas działania i tryb uśpienia
solidna konstrukcja
bezproblemowe parowanie

Minusy:
brak złącza antenowego (ale przy oferowanej czułości to nie minus, tylko oszczędnośćWink)

Odbiornik do testu nadesłał producent- firma Pentagram
najświeższe informacje na www.pentagram.pl

Tomasz Stokłosa



P3101 przyłożony do pionowej powierzchni antyramy.jpg
 Description:
 Filesize:  143.47 KB
 Viewed:  63413 Time(s)

P3101 przyłożony do pionowej powierzchni antyramy.jpg



Pathfinder P3101 diody.jpg
 Description:
 Filesize:  112.6 KB
 Viewed:  63413 Time(s)

Pathfinder P3101 diody.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c


Last edited by Wolverine on Sat Feb 07, 2009 5:54 pm; edited 2 times in total
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Wed Nov 26, 2008 2:00 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY- Magazynu mobilnych technologii - dalsze przetwarzanie tekstu jedynie za zgodą Redakcji

Pentagram PathFinder Logger P3106

Bezkompromisowy utrwalacz!

Zaledwie dwa miesiące minęły od testu PathFindera P3101. Kilka dni temu otrzymaliśmy najmłodsze dziecko marki Pentagram. PathFinder Logger P3106, bo o nim mowa na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym, lecz wystarczy nieco bardziej zgłębić listę jego funkcji, by nawet nie mając go w ręce docenić jego możliwości. Czym podbił moje serce? Posłuchajcie.

Czarna perła.

PathFinder Logger jest odbiornikiem GPS wykorzystującym do komunikacji z urządzeniem zewnętrznym (PDA, telefon komórkowy) interfejs Bluetooth. Oznacza to, że sygnał, który odbiera z satelitów jest przekazywany w celu dalszej obróbki do innego urządzenia. Taką podstawową funkcjonalnością odznacza się znakomita większość tego typu urządzeń. Nowy Pentagram ma jednak coś, co zdecydowanie go wyróżnia. Nie tylko, dzięki bardzo czułemu chipsetowi MTK doskonale radzi sobie z wyznaczaniem swojej pozycji, lecz także potrafi ją na bieżąco archiwizować, a to oznacza, że w chwili działania nie potrzebuje zewnętrznej aplikacji, by zapisać ślad podróży! A teraz po kolei...
Nowy PathFinder odziedziczył po starszym bracie wszystkie zalety. Obudowa została w całości wykonana z czarnego, matowego plastiku. Jest dobrze spasowana, a całość jest ciężka i solidna. Wrażenie, że Logger jest po brzegi wypełniony nowoczesnymi technologiami, wcale nie jest mylne! Tym, co w drodze ewolucji wykształciło się u nowego PathFindera, jest trzeci tryb bocznego przełącznika i przycisk szybkiego zapisu pozycji umiejscowiony pomiędzy diodami na górnym panelu. Na lewym boku znajduje się suwak, który w poprzedniku miał dwa przełożenia: OFF i NAV. Pierwszego tłumaczyć nie trzeba, drugie natomiast oznacza przejście PathFindera w stan ustalania pozycji i gotowości do komunikowania się z urządzeniem dzięki interfejsowi Bluetooth. W Loggerze doszedł trzeci i najistotniejszy w tym modelu tryb: LOG. Po jego wybraniu zostaje ustalona pozycja, po czym jest ona zapisywana w pamięci. Na prawym boku znajduje się jedynie port miniUSB. Diody na wierzchu Loggera sygnalizują stan działania. Niebieska odnosi się do interfejsu Bluetooth, czerwona do stanu baterii, a pomarańczowa do odbioru sygnału z satelitów.
Poprawiono dostęp do baterii i nie musimy się już tak bardzo szarpać z klapką. Dobrą informacją jest też to, że Pentagram zastosował identyczny antyślizgacz, z jakim spotkaliśmy się wcześniej. Niezmiennie jestem pod wrażeniem tego, jak dobrze utrzymuje on ważący 67 gramów odbiornik na swoim miejscu, podczas gwałtownej jazdy samochodem.

Cios w niewiernych;)

Za ustalanie pozycji odpowiedzialny jest bardzo czuły i, co już zostało wielokrotnie udowodnione, energooszczędny chipset firmy MTK. Powoli, aczkolwiek systematycznie zdobywa on zaufanie kolejnych producentów nawigacji i my również śmiało możemy mu powierzyć naszą pozycję. Ten zastosowany w modelu P3101 obsługuje 32 kanały, co jest wynikiem nie do zweryfikowania przy obecnym „usatelitowieniu” nieba. Przypomnijmy, że znajduje się nad nami nie więcej niż 15 satelitów, a w sumie jest ich na orbitach około 30. Testowany układ ma znacznie większą czułość- może jednocześnie śledzić aż 52 satelity! I rzeczywiście zauważymy różnice. Chociaż przyznam, że wyniki testu trochę mnie zaskoczyły.
Uruchamiałem obydwa odbiorniki w identycznych warunkach. Pod gołym, bezchmurnym niebem Logger zawsze ustalał swoją pozycję kilka sekund po starszym bracie. Gdy wyłączyłem odbiorniki i po kwadransie wróciłem w to samo miejsce, by ponowić próbę, P3101 od razu określił swoje położenie, jak gdyby 15 minutowa przerwa była tym samym, co wjechanie pod wiadukt, tymczasem Logger zaczął je na nowo wyznaczać. Działo się tak wielokrotnie. Natomiast w zdecydowanie gorszych warunkach- na parapecie okna, nowy Pentagram uzyskiwał fixa średnio o 20 sekund szybciej (1 min 8 sek kontra 1 min 28 sek) . O wiele lepiej spisywał się również wewnątrz budynków lub na podziemnych parkingach. Starszy PathFinder częściej kapitulował. Średnia zaobserwowana dokładność P3106 wahała się od 2,5- 5 metrów, a średni czas ustalania pozycji to 40 sekund. Świetny wynik.
Jednak to nie nowocześniejszy chipset jest tym, co wyróżnia Loggera. Na 32 MB wbudowanej pamięci potrafi on na bieżąco, samoczynnie utrwalać ślad naszej podróży. Muszę w tym miejscu napisać o niezwykle przydatnej aplikacji, którą otrzymujemy wraz z PathFinderem- GPS Photo Tagger, która pozwala, po podłączeniu Loggera do komputera kabelkiem USB (w zestawie), na dowolne spersonalizowanie sposobu zapisywana trasy. Domyślnie mamy do wyboru trzy tryby- samochód, rower i piesza wędrówka. W każdym z nich możemy dokonać następujących zmian w kryteriach zapisu: zapis w ustalonych odstępach czasowych (przykładowo kolejne współrzędne będą rejestrowane co 1 sekundę), zapisywanie co X metrów (np. co 10 m), lub zapisywanie do osiągnięcia wskazanej prędkości (po jej przekroczeniu zapis zostaje zatrzymany). Dodatkowo możemy zadecydować co stanie się, gdy zapełnimy całą pamięć- Logger może zatrzymać archiwizowanie śladu lub nadpisywać istniejące dane.
Dlaczego „Cios w niewiernych”? Ano dlatego, że najmłodszy PathFinder wyłączył się dopiero po 24 godzinach logowania- to wystarczy, by go podrzucić komuś do samochodu lub torby i „odebrać” następnego dnia;) Nikogo nie namawiam! Ten model ma zdecydowanie bardziej użyteczne zastosowanie. Oto ono...

Fotogeoznakowanie.

Aplikacja GPS Photo Tagger (całość po polsku!) poza możliwością edytowania parametrów zapisu Loggera ma też inną właściwość- potrafi połączyć pobrany z odbiornika ślad ze zdjęciami, które jej wskażemy! Radzi sobie z tym rewelacyjnie pod warunkiem, że będziemy pamiętali o jednej prawidłowości. Pentagram Logger podczas zapisu śladu podaje też czas, kiedy byliśmy w danym miejscu. Niby normalne, jednak wszystkie odbiorniki znają tylko jedną strefę czasową- strefę zerową, czyli GMT. Należy więc pamiętać, że czas zimowy jest w stosunku do tej strefy przesunięty o godzinę do przodu, a czas letni aż o dwie. Zapomniałem o tym drobiazgu podczas pierwszego podłączenia Loggera do programu i trochę byłem zawiedziony tym, że zdjęcia są wyświetlane na rzucie trasy w niewłaściwych miejscach. Aplikacja umożliwia jednak zmianę (uwaga!) godziny zrobienia zdjęcia o podany przez nas przedział. Zarówno do przodu, jak i do tyłu. Problemem jest to, że na stałe zostaje zmieniona godzina zrobienia zdjęcia w danych EXIF. Według mnie o wiele lepiej by było, gdy zmieniona była godzina podawana przez odbiornik podczas logowania. By uporać się z tym problemem można postąpić według dwóch schematów:
1.Po dopasowaniu godziny na zdjęciach do czasu na logu, można na stałe (GPS Photo Tagger posiada taką opcję) wpisać współrzędne wykonania zdjęcia do danych EXIF, po czym ponownie zmienić czas ich wykonania. Jednak tak, jak na początku nie będą się one zgadzały z logiem, a jedynie będą zawierały dodatkowe dane.
2.Możemy także zrobić kopię wszystkich tych zdjęć, które chcemy dopasować, po czym zmniejszyć je do rozdzielczości np. VGA (640 x 480 pikseli) i zmieniając godzinę, pracować dopiero na tak przetworzonej kopii.
Aplikacja umożliwia także przeglądanie przebytej strasy na wykresach wysokości lub prędkości poruszania się względem czasu. Możemy również całą naszą wycieczkę wyświetlić na mapie Google'a, a zdjęcia wraz ze współrzędnymi wysłać do serwisu Flickr. Całość jest niebywale intuicyjna i przyjemna w odbiorze.

Twardy profesjonalista.

Nowy Pentagram PathFinder Logger zachował solidność i funkcjonalność starszego brata, a jego ujednolicona kolorystyka dodaje mu dostojeństwa. Bije od niego dyskretna elegancja. Oparty na czułym chipsecie MTK pozwala na komfortowe i bezstresowe nawigowanie bez obawy o szybkie rozładowanie baterii- ogniwo, zarówno w trybie logowania, jak i komunikacji Bluetooth, wytrzymało dokładnie 24 godziny. Logger podobnie jak P3101 posiada funkcję AutoOFF, która w przypadku braku połączenia z urządzeniem zewnętrznym sprawia, że odbiornik przechodzi w stan uśpienia i może „wegetować” ponad 10 dni. Nie znalazłem słabych punktów. Ocena: HIT!

Tomasz Stokłosa



GPS Photo Tagger.jpg
 Description:
 Filesize:  139.91 KB
 Viewed:  63412 Time(s)

GPS Photo Tagger.jpg



PathFinder Logger HDR_2_X1.jpg
 Description:
 Filesize:  143.92 KB
 Viewed:  63412 Time(s)

PathFinder Logger HDR_2_X1.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c


Last edited by Wolverine on Wed Nov 26, 2008 2:20 pm; edited 1 time in total
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Wed Nov 26, 2008 2:05 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY- Magazynu mobilnych technologii - dalsze przetwarzanie tesktu jedynie za zgodą Redakcji

SonyEricsson HGE-100

„Zielonooki przewodnik”

Wybraniec

Nieuchronnie zbliżamy się do momentu, gdy mapy drukowane odejdą w otchłań nicości. Przynajmniej dla zdecydowanej większości z nas. To dobrze, bo aż coś się we mnie gotuje, gdy przypomnę sobie mapę, którą kupiłem rok temu, a która po zaledwie jednej kilkudniowej wycieczce w góry przypomina zrobione z barowej serwetki dzieło origami- zielononiebieskiego łabędzia z czarnym szlakiem zamiast oka!


„Gdy dają, to bierz”. Od lat podążając tym tropem do każdego mojego telefonu wgrywam wszystko, co za darmo oferuje producent. I nieważne czy jest to tapeta z różowymi kotkami, czy kurs rozkręcania hulajnogi- dają to biorę. Miesiąc temu zmieniłem telefon i podczas standardowego już maratonu „pobierz- akceptuj- uruchom”, wgrałem wszystko, co dała fabryka. Wśród pobranych programów znalazłem dwa, które po uruchomieniu powitały mnie tekstem: „no GPS accessory connected”. Były to Tracker oraz GPS Location. Chcąc sprawdzić ich możliwości, podłączyłem mały odbiornik GPS komunikujący się z telefonem przez Bluetooth SPP (Serial Port Profile). Telefon bez najmniejszych problemów sparował się z urządzeniem, ale aplikacje nadal wyświetlały „no GPS...”. Rozmowa z Sony Ericsson Call Center wyjaśniła sytuację. Otóż telefon współpracuje ze zdecydowaną większością odbiorników GPS, ale udostępnione przez Sony Ericssona aplikacje działają tylko z... jednym!!! Tym szczęściarzem jest model HGE-100- jedyny odbiornik GPS w ofercie Sony Ericssona.
Sprawdziłem jego możliwości podłączając go do telefonu Sony Ericsson K850i. O odbiorniku i kilku bezpłatnych aplikacjach będzie ten test. Posłuchajcie...


Trzy przełożenia

Czym jest Sony Ericsson HGE-100? Jest to najprościej rzecz ujmując zestaw słuchawkowy, w którego przewodzie wmontowano (chociaż to mało zgrabne słowo) odbiornik GPS będący jednocześnie pilotem obsługującym odtwarzacz i radio. Całość wygląda bardzo elegancko i jest przemyślana. Sony Ericsson pomyślał przy konstruowaniu tego odbiornika o rzeczach, jakie mnie przyszły do głowy, dopiero gdy go zobaczyłem. Tak powinno być zawsze.
Obudowa jest srebrno-czarna, przy czym góra i spód są wykonane ze srebrnego, matowego plastiku, a tylko bok jest czarny. Z jego prawej strony umieszczono bardzo przydatny przełącznik- ustawienie go w dolnym przełożeniu sprawia, że mamy włączony jedynie odbiornik GPS bez funkcji słuchawek. Górne przełożenie daje nam odwrotną funkcjonalność- słuchawki bez GPS. Środkowe daje nam dostęp do dwóch trybów jednocześnie. Wzdłuż przełącznika umieszczono świecącą równomiernie na zielono diodę, o której napiszę nieco później. Pięciopozycyjny pad sterujący odtwarzaczem i radiem jest zgrabnie wkomponowany w przedni panel, a przyciski mają niewielki, lecz doskonale wyczuwalny skok. Na spodzie odbiornika znajdziemy klips. Może nie jest ekstremalnie mocny, ale za to jego „chwytna” część zrobiona jest z twardej gumy, a nie z plastiku, co skutecznie wzmacnia ścisk. Nawet przypadkowe szarpnięcie za przewód nie zrywa klipsa przymocowanego np. do listwy kurtki lub szelki plecaka.
Słuchawki douszne z systemem Bass Reflex nie są tak wygodne i nie dają takich doznań akustycznych, jak modele kanałowe (np. testowane miesiąc temu HPM-90), ale po pierwsze ich gumowa obwódka dobrze trzyma je w uchu, a po drugie w przewodzie, 15 centymetrów nad odbiornikiem GPS, jest mikrofon a w nim standardowe wejście słuchawkowe, więc swobodnie możemy podłączyć dowolne inne. Z tym wejściem jest związana rzecz, która mnie w HGE-100 denerwuje- jeżeli chcemy korzystać jedynie z odbiornika GPS i mamy odłączone słuchawki, to ta piętnastocentymetrowa część przewodu jest zupełnie zbędna! Szkoda, że tego wejścia słuchawkowego i mikrofonu do prowadzenia rozmów nie zintegrowano z odbiornikiem. Środkowy przycisk pada mógłby wtedy odbierać i kończyć rozmowy.

Nie wiadomo jak, ale działa!

Niemiło zaskoczył mnie fakt, że zarówno na stronie internetowej Sony Ericssona, jak i na opakowaniu i w instrukcji obsługi nie ma absolutnie żadnych informacji o parametrach odbiornika GPS! NIC! Pozostają więc jedynie testy. Po każdym podłączeniu zestawu wita nas pytanie, czy chcemy pobrać oprogramowanie do nawigacji. Można to powitanie wyłączyć: Menu -> Ustawienia -> Łączność -> Akcesoria. Można również wyłączyć, gdy ktoś lubi dyskrecję, świecącą na zielono diodę.
Mieszkanie w bloku- kilka kondygnacji nade mną i kilka poniżej. Na dachu spore anteny. Po podłączeniu przewodu do telefonu dioda zaczęła intrygująco mrugać swym zielonym okiem, ale nie zaświeciła na stałe, czym oznajmiłaby złapanie sygnału. Odbiornik pozwolił na ustalenie pozycji, dopiero gdy wyszedłem na balkon. Zrobił to na podstawie sygnału z 5 satelit (widząc 10) i zajęło mu to za pierwszym razem- tzw zimny start- około 2 minut. Aplikacja GPS Location poinformowała, że jest to dokładność na poziomie 12 metrów. Wśród wysokich budynków wynik ten nie jest żadną ujmą. Co ciekawe, gdy wróciłem do pomieszczenia odbiornik nie zgubił sygnału i jedynie z powodu gorszej widoczności satelit zaktualizował poziom błędu do 35 metrów. Niestety każdorazowe ustalenie pozycji zajmuje mniej więcej od 1 do 3 minut i rozpoczyna się automatycznie po podłączeniu HGE-100 do telefonu. Należy o tym pamiętać i podłączyć GPS już podczas wychodzenia z domu, a nie dopiero w samochodzie. Uruchomieniem odpowiedniej aplikacji i wpisaniem żądanej trasy zajmiemy się na spokojnie w naszym bolidzie. Jedynie tzw gorący start, czyli odzyskanie kontaktu z satelitami po krótkotrwałej przerwie- np. po wjechaniu do tunelu, trwa nie dłużej, niż 5 sekund- na ogół 2-3 sekundy.
Pech chciał, że podczas całego testu była naprawdę koszmarna pogoda. Non stop deszcz i zachmurzone niebo, a pewnego ranka po otworzeniu drzwi wpadłem wprost na ścianę cukrowej waty. Co ciekawe we mgle odbiornik złapał pozycję już po 55 sekundach. Zielone, ciągłe światło było przez dłuższą chwilę jedyną rzeczą, jaką mogłem dostrzec. Problemy z namierzeniem miały miejsce jedynie, gdy szedłem wzdłuż wysokich budynków. Zdarzało się również wtedy, że GPS wprawdzie utrzymywał połączenie, ale kilka razy przeoczył fakt, że zatrzymałem się na czerwonym świetle.
Wymienione problemy znikały, gdy oddalałem się od ściany budynków, a podczas jazdy samochodem nigdy się nie pojawiły. Punkt na mapie zatrzymywał się wraz ze mną; prędkość 0,00 km/h; i wraz ze mną ruszał dalej. Jeżeli już jesteśmy przy temacie samochodu, należy wspomnieć, że wraz z zestawem HGE-100 otrzymujemy czarną „spinkę”, którą możemy przykleić w okolicach przedniej szyby i wpinać w nią klips odbiornika.

Uwagi końcowe

Na koniec kilka słów o pilocie, który bardzo mnie zaskoczył. Na plus! Po pierwsze, wystawienie go na opady deszczu nie zrobiło na nim wrażenia, a po drugie pomimo braku wyświetlacza, na głowę bije ten z zestawu testowanego w ubiegłym miesiącu- HPM-90. Przede wszystkim możliwe jest przełączanie się pomiędzy odtwarzaczem a radiem, a poza tym gdy już słuchamy radia, to doczekaliśmy się funkcji, która ucieszy zapalonych radiomaniaków- możemy przechodzić pomiędzy wcześniej zaprogramowanymi stacjami. I jeszcze jedno- na codzień korzystam z innego zestawu i słuchawki Bluetooth. Moi rozmówcy zgodnie stwierdzili, że głos, który do nich dobiega, gdy używam zestawu HGE-100 jest nieporównywalnie czystszy.
Odbiornik HGE-100 korzysta z baterii telefonu, więc nie musimy sobie zawracać głowy kolejną ładowarką. Trudno powiedzieć, jaki chipset odpowiada za namierzanie pozycji, ale jest pewne, że bardzo oszczędnie obchodzi się z baterią naszego telefonu. Pamiętajmy, że jednocześnie jest włączony GPS i aplikacja do nawigacji. Niestety HGE-100 działa jedynie z telefonami firmy Sony Ericsson. Nie możemy również zapomnieć, że niektóre aplikacje działają jedynie z odbiornikami podłączanymi przez Bluetooth SPP.

Plusy:
Przemyślany przełącznik słuchawki / GPS
Klips i wielkość
Energooszczędny chipset
Obsługa odtwarzacza i radia z poziomu pilota

Minusy:
Minus dla producenta za BRAK informacji o parametrach!
Zastosowane słuchawki mogłyby być lepsze
Sposób mocowania słuchawek

Tomasz Stokłosa



Plik HDR HGE-100 1 X1.jpg
 Description:
 Filesize:  126.75 KB
 Viewed:  63409 Time(s)

Plik HDR HGE-100 1 X1.jpg



Plik HDR HGE-100 2 X1.jpg
 Description:
 Filesize:  122.16 KB
 Viewed:  63409 Time(s)

Plik HDR HGE-100 2 X1.jpg



Plik HDR HGE-100 5 X1.jpg
 Description:
 Filesize:  106.76 KB
 Viewed:  63410 Time(s)

Plik HDR HGE-100 5 X1.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Fri Jan 16, 2009 11:58 am    Post subject: Testy Reply with quote

Pora na kilka "widoczków" obrazujących z czym tak naprawdę mamy styczność. Przeprowadziłem dwa testy:

1) Pierwszy test przeprowadziłem na terenie zbiorników retencyjnych na Kąpielisku Leśnym w Gliwicach. Wszystkie zbiorniki okrążyłem dwukrotnie z każdym z dwóch testowanych odbiorników. Jak widać Pathfinder lepiej poradził sobie z tym zadaniem- ślad jest wyraźnie wierniejszy, a drugie kółko pokrywa się z pierwszym. W przypadku odbiornika marki SonyEricsson nie jest tak cukierkowo, a z racji większego rozrzutu punktów, odbiornik ten pokonał również większą odległość - widać to wyraźnie na wykresie wysokości względem odległości, gdzie HGE-100 przeszedł około 2 km, a P3106 około 1,4 km.

2) Drugi test był krótki, ale i tak wyraźnie pokazuje tendencje do pływania każdego z odbiorników. Podobny test przeprowadziłem już wcześniej, jednak dotyczył tylko Pathfinder'a- trwał pół godziny i w tym czasie Logger "przeszedł" 17 metrów. Rozrzut logu HGE-100 jest czterokrotnie większy.



2 kolka zestawienie wysokość.jpg
 Description:
 Filesize:  70.45 KB
 Viewed:  61607 Time(s)

2 kolka zestawienie wysokość.jpg



2 kolka zestawienie.jpg
 Description:
 Filesize:  16.3 KB
 Viewed:  59935 Time(s)

2 kolka zestawienie.jpg



Test 10 minut.jpg
 Description:
 Filesize:  46.75 KB
 Viewed:  59935 Time(s)

Test 10 minut.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c


Last edited by Wolverine on Thu Apr 23, 2009 10:17 am; edited 2 times in total
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Thu Feb 26, 2009 9:03 am    Post subject: Samsung Solid Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY- Magazynu mobilnych technologii - przetwarzanie tekstu jedynie za zgodą Redakcji

Samsung Solid

Gladiator

Telefon jest masywny, ciężki, trochę toporny i zdecydowanie mało subtelny. Jednocześnie cechuje go funkcjonalność i wysoka jakość wykonania. Solid to telefon ukierunkowany na „miejskich awanturników”, wszystkich tych, którzy nie lubią kompromisów. Trochę gadżeciarski, a w kilku miejscach wymagający dopracowania, jednak bez względu na wszystko całym sobą krzyczący: „Jestem gotowy na ekstremalne przeżycia!”. Latarka, kompas, wysokościomierz oraz podwyższona odporność na wodę i kurz – klasa IP54 to powinny być cechy każdego telefonu. Zwłaszcza mojego!


Kilka dni temu w autobusie widziałem dziewczynę piszącą sms-a na Siemensie ME45. W pierwszej chwili nie uwierzyłem własnym oczom, że ten model jeszcze się u kogoś ostał, ale to rzeczywiście był on- zdarte klawisze i bursztynowe podświetlenie. Miałem ochotę podejść do Niej i poprosić... o numer telefonu? Nie, za to zostałbym oskalpowany przez inną przedstawicielkę płci pięknej. Chciałem poprosić, by nigdy tego telefonu nie sprzedawała, bo dziś już się takich nie produkuje. Miałem ten telefon, miałem też Siemensa M35i oraz M65. Były niezniszczalne. Siemens się rozpadł i z braku alternatywy przesiadłem się na modele o wiele delikatniejszej konstrukcji. Już nie mogę pisać sms-ów idąc w deszczu, już nie mogę rzucić telefonem przez pół pokoju, bo nie chce mi się wstać od biurka, już... I oto pojawił się Samsung Solid! Podczas testowania telefonów zazwyczaj korzystam z prepaidowych kart SIM. Do Solida przełożyłem swoją prywatną kartę- niech to będzie najlepszą rekomendacją dla tego modelu.

IP54 – twardy kompan.

Solida dostajemy zapakowanego w plastikową wytłaczankę wsuniętą do kartonowego pudełka. Przeciętne i mało oryginalne. Po otoczce tego modelu, który jest reklamowany, jako telefon na każde warunki, spodziewałem się większego rozmachu. Co nie zmienia faktu, że zawartość opakowania jest bogata- kabelek USB, ładowarka, płyta CD z oprogramowaniem, słuchawki (porządnie wykonane i czysto grające, chociaż za duże jak na moje uszy) oraz karabinek, który przymocowujemy do obudowy telefonu przy pomocy skóropodobnej taśmy. Mam spore obawy, czy ta taśma po pewnym czasie nie wyrobi się i nie przedrze, ale rozwiązanie jest jak najbardziej trafione, ponieważ nawet na co dzień możemy przy pomocy tego karabinka przymocować telefon do szlufki spodni. To utrudni jego kradzież lub przypadkowe wysunięcie się z kieszeni.
Samsung Solid jest ciężki (115g) i duży (115 x 52 x 18 mm), ale nie powinno to dziwić, ponieważ jego obudowa jest naprawdę masywna. Wykonana jest z twardego plastiku, a w newralgicznych miejscach dodatkowo pokryta warstwą gumy. Wszystko to sprawia, że telefon świetnie leży w dłoni, a jego obsługa możliwa jest nawet wtedy, gdy założyliśmy rękawiczki. Obudowa telefonu oznaczona jest klasą szczelności IP54, co dla pierwszej cyfry charakterystycznej (5) oznacza, że: „Przedostanie się pyłu nie jest całkowicie wykluczone, ale pył nie może wnikać w takich ilościach, aby zakłócić prawidłowe działanie aparatu, lub zmniejszać bezpieczeństwo.” oraz dla drugiej cyfry (4): „Woda rozbryzgiwana na obudowę z dowolnego kierunku nie wywołuje szkodliwych skutków.”. No właśnie, pamiętajmy, że „rozbryzgi” to nie to samo co „strumień wody” oraz „krótko bądź długotrwałe” zanurzenie w wodzie.
Ale przecież to jest test- więc testujemy! Zanurzyłem „gladiatora” na 5 minut w wodzie na głębokości 10 cm. Brak niepokojących objawów. Gdy był zanurzony, zadzwoniłem na niego- ładnie zawibrował i nurkował dalej. Po pięciu minutach wyjąłem tytułowego gladiatora z wody. Mogłem z niego korzystać- wyświetlacz, głośnik, mikrofon, aparat fotograficzny nie nosiły śladów podtapiania. Druga próba polegała na zasypaniu testowanego Samsunga piaskiem. Poligonem doświadczalnym był osiedlowy plac zabaw dla dzieci. Po kilku bezdeszczowych dniach piasek był wystarczająco sypki. Solida ukryłem 20 – 30 cm pod powierzchnią i trochę po nim poskakałem. Wytrzymał. W domu, po przemyciu wodą, nie było śladu po dziecięcych zabawach.
Pancerz telefonu może stwarzać problemy przy wkładaniu karty SIM lub karty microSD. Najpierw trzeba rozsunąć dół tylnej klapki, a następnie podważyć ciasno osadzoną resztę obudowy. Delikatne, kobiece paznokcie od razu skapitulują! Samsung przewidział to i dołączył do zestawu mały owalny „łom”, który błyskawicznie pomaga. Toporne lecz skuteczne.

Ekstremalnie.

Solid został zaopatrzony w dodatki, z których będzie zadowolony każdy piechur. Przede wszystkim jest to kompas. Przed użyciem musimy go skalibrować, czyli obrócić o 360 stopni wokół każdej osi- w pionie i poziomie. Kalibracja nie jest dobrowolna i musimy ją wykonywać zawsze, gdy oprogramowanie telefonu tak zadecyduje. Czasami po wyłączeniu kompasu i ponownym włączeniu musimy na nowo kalibrować, a czasami nawet po kilku godzinach przerwy nie ma takiej potrzeby. Trudno odnaleźć regułę. Trochę to uciążliwe, jednak nie zmienia faktu, że kompas jest czytelny i działa w miarę dokładnie. Jego wskazania porównałem z tradycyjnym kompasem znanego producenta- marki Suunto oraz z tym, co pokazywał zegarek Casio ProTrek. Plusem jest to, że kompas nie zostaje wyłączony po wygaszeniu ekranu- nadal działa w tle.
Wraz z kompasem na wyświetlaczu widzimy aktualną wysokość. I tutaj pojawia się zgrzyt, ponieważ wysokość jest wyliczana na podstawie ciśnienia atmosferycznego i zaprogramowanych wartości ISA (International Standard Atmosphere). Zakłada się, że na poziomie morze wynosi ono 1013hPa i maleje o 1 hPa wraz ze wzrostem wysokości o 10 metrów. Solid wylicza więc, że przykładowo ciśnieniu 993hPa odpowiada wysokość 200 m.n.p.m. Bardzo często się to zgadza, jednak ciśnienie atmosferyczne ma swoje wahania i zdarzało się, że będąc w tym samym miejscu (czyt. fizycznie na tej samej wysokości) kompas wskazywał różnice na poziomie 100 metrów! Jest więc to gadżet, którym nie należy się sugerować. Na pocieszenie dodam, że wysokość (chociaż czasami błędna) była identyczna ze wskazaniami Casio, który wylicza ją w identyczny sposób. Nie rozumiem natomiast dlaczego Samsung nie umożliwia wglądu w parametry ciśnienia atmosferycznego, które zawsze jest odczytywane prawidłowo. Wielu doświadczonym turystom pozwoliłoby to na szybkie, aczkolwiek pobieżne przewidzenie pogody. Być może pojawi się to wraz z aktualizacją oprogramowania? Mam nadzieję!
Ostatnimi turystycznymi dodatkami są pedometr (czyli krokomierz) oraz latarka. Krokomierz pozwala nam ustawić takie parametry jak nasz wzrost, waga i płeć, po czym poza wskazaniem liczby przebytych kroków podaje także ilość spalonych kilokalorii oraz dystans w kilometrach. Latarka to jedna mocna dioda umieszczona... na górze obudowy. Włącza się ją, przytrzymując dłużej dedykowany klawisz, umieszczony na prawym boku obudowy. Włączymy ją nawet przy zablokowanej klawiaturze, jednak gdybyśmy zrobili to nieumyślnie, latarka wyłączy się automatycznie po 10 minutach. Dioda jest bezużyteczna podczas wykonywania zdjęć.

Multisolid

Najczęściej, gdy telefon jest dedykowany osobom o ekstremalnych upodobaniach, jest automatyczne pozbawiony wielu przydatnych funkcji. W przypadku testowanego modelu Samsung postąpił inaczej, dzięki czemu to już nie jest telefon, który możemy jedynie zabrać ze sobą na wędrówkę w góry, snowboard lub skok ze spadochronem. Solid wspiera szybką transmisję danych UMTS/EDGE/GPRS, posiada odtwarzacz muzyczny, aparat fotograficzny 2MPx, Bluetooth (niestety tylko w wersji 1.2) i pojemną książkę telefoniczną na 1000 numerów.
Na wszystkie multimedia przewidziano zaledwie 39 MB pamięci, jednak możemy skorzystać z kart microSD. Jak pokazał test, Solid bez zająknięcia radzi sobie z kartą SanDisk microSDHC Ultra 8GB. To chyba wystarczy każdemu. Samsung dobrze współpracuje z oprogramowaniem PC Studio. Przy przesiadce z innego modelu (innego producenta) wszystkie kontakty zostały prawidłowo wgrane. I na zakończenie zostawiłem coś, czego przy wielu modelach obawiam się najbardziej- baterię. I tutaj ogromne, pozytywne zaskoczenie! Bateria ma pojemność aż 1300mAh i w trybie czuwania (włączony Bluetooth i UMTS) wytrzymała 10 dni! Gdy wyłączyłem „przeszkadzacze” telefon wysiadł po dwóch tygodniach. Przy normalnym korzystaniu, czyli około 30 – 40 minutach rozmów i 20 sms-ach dziennie, Solid poddał się po tygodniu. Jadąc na tydzień w góry, możemy nie zabierać ze sobą ładowarki! Jestem pewien, że Samsung Solid znajdzie wielu zadowolonych użytkowników... jednego już znalazł.

Tomasz Stokłosa



Solid w wodzie X1.jpg
 Description:
 Filesize:  132.68 KB
 Viewed:  61144 Time(s)

Solid w wodzie X1.jpg



Solid HDR wysokosc X1.jpg
 Description:
 Filesize:  139.78 KB
 Viewed:  61144 Time(s)

Solid HDR wysokosc X1.jpg



Solid HDR latarka X1.jpg
 Description:
 Filesize:  105.19 KB
 Viewed:  61144 Time(s)

Solid HDR latarka X1.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Thu Feb 26, 2009 12:03 pm    Post subject: Reply with quote

W tym temacie NIE DYSKUTUJEMY !!!
Pozostawmy go dla zwartych testów. Jednocześnie zachęcam forumowiczów, by tworzyli własne testy odbiorników GPS, telefonów z odbiornikami, czy innych gadżetów związanych z TrekBuddy Smile Możemy stworzyć całkiem ciekawą biblioteczkę informacji, które pomogą innym w dokonać wyboru.

Jeżeli masz pytanie związane z omawianymi urządzeniami, zapamiętaj je i zapraszam do działu Sprzęt.

Pozdrawiam
Wolverine

_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Sat Mar 07, 2009 11:05 pm    Post subject: Reply with quote

Pora na pierwszą część informacji dotyczących odbiornika GPS marki Media-Tech. Model Multitracker oparty jest na chipsecie Venus 6 tajwańskiego producenta Sky Traq. Jest w miarę młoda konstrukcja, która pojawiła się na rynku w drugim kwartale 2008 roku.

Poniżej zamieszczam informacje podane przez Media-Tech:
• Odbiornik GPS z funkcją odnajdywania lokalizacji i zapisu śladu GPS
• Naprowadzanie na zapamiętaną lokalizację za pomocą 8 strzałek (diody LED)
• Zapis odbytej podróży z prezentacją na Google Earth i Google Maps
• Synchronizacja zrobionych zdjęć podczas podróży z zaznaczeniem miejsca ich wykonania na mapie
• Prezentacja informacji o prędkości oraz wysokości n.p.m. zapisanej podróży
• Możliwość zapisu 100.000 lokalizacji we wbudowanej pamięci (8MB flash)
• Zasilanie wymiennym akumulatorem Li-Ion
• Załączone wielojęzyczne oprogramowanie "GPS Photo Tagger"
• Bardzo małe wymiary 70x28x20 mm
• Mała waga: 25 g
• Łatwy w obsłudze
• Specyfikacja:
• Chipset GPS: Sky Traq Venus 6
• 65 kanałów
• Wbudowana antena niskozakłóceniowa
• Wysoka czułość: do -160dBm, podczas nawigowania -160dBm
• Krótki czas uruchamiania: zimny start ok.29 s.

Na szczegółowy test przyjdzie jeszcze pora,dziś zamieszczam kilka pierwszych spostrzeżeń. Multitracker szybko ustala swoją pozycję... i równie szybko potrafi ją zgubić. Podany czas około 29 sekund jest zgodny z rzeczywistością. Przytrafiło mi się, że podczas spaceru (pod gołym niebem) logger stracił kontakt z satelitami... było to chwilowe- góra 20 sekund. Innym razem wprawdzie nadal utrzymywał fixa, jednak przerwane zostało połączenie Bluetooth i już go nie odzyskałem. To pierwsze dni zabawy, więc wszystko się jeszcze okaże w praniu Very Happy Zamieszczam zestawienie z rana. Po południu zrobiłem kilkadziesiąt kilometrów samochodem... logi bez zarzutu. Zestawienie dwóch różnych konstrukcji dało niemal identyczne wyniki.



Zestawienie Loggerow.jpg
 Description:
 Filesize:  33.36 KB
 Viewed:  60858 Time(s)

Zestawienie Loggerow.jpg



10 minut profil wysokosci.jpg
 Description:
 Filesize:  69.56 KB
 Viewed:  60858 Time(s)

10 minut profil wysokosci.jpg



10 minut Loggery.jpg
 Description:
 Filesize:  50.37 KB
 Viewed:  60858 Time(s)

10 minut Loggery.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Mon Jul 06, 2009 8:31 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z Mobility - magazynu mobilnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą Redakcji.

Media-Tech GPS Multitracker

Strzałką do celu

Rynek odbiorników jest coraz bardziej nasycony. Producenci wypuszczają modele o coraz mniejszych gabarytach, a ich bronią nie jest już tylko prześciganie się w ilości obsługiwanych satelitów. Marka Media-Tech zademonstrowała swoją, nieco nowatorską konstrukcję- Multitrackera. Wymieniony gadżet potrafi nie tylko ustalić swoją pozycję, ale także poprowadzi do wcześniej wybranego celu. A całą trasę zapisze w pamięci wewnętrznej.


Odbiornik przetestowałem w kilku sceneriach. Górski szlak, spacer po mieście, samochód, wszędzie tam sprawdziłem czy można mu zaufać.
Odbiornik jest mały (70 x 28 x 20 mm) i lekki (25 g). W całości wykonany z czarnego, matowego i niestety delikatnego plastiku. Na szczycie odbiornika znajduje się przełącznik DL (Data Logger)/Off/ LF (Location Finder), a na przedzie obudowy umieszczono trzy wielokolorowe diody i koło wskazujące kierunek do celu. O tym później. Media-Tech Multitracker jest nad wyraz poręczny, a możliwość łatwego doczepienia smyczki (w zestawie) czyni z niego kompletny twór nawigacyjny. Oczywiście z ograniczeniami, zatem zapraszam do przeczytania testu.

65 kanałów

Media-Tech Multitracker posiada układ umożliwiający obserwowanie zawrotnej liczby satelitów- aż 65! Dlaczego jest to liczba zawrotna? Pisałem już wielokrotnie, w przypadku poprzednich testów, że nad naszymi głowami, na wysokości około 20 200 km krąży mniej więcej 28 czynnych satelitów. Ich liczba jest większa, jednak część z nich jest wyłączona bądź znajduje się w fazie testów. Z tych 28 satelitów jedynie połowa krąży nad nami- pozostałe są schowane za horyzontem. Moduł SkyTraq Venus 6 to najnowsza pozycja na chipsetowej liście wyczynów Tajwańskiej, założonej w 2005 roku, firmy SkyTraq. Spotkałem się z testami, które wskazują na fakt, że moduły tej marki są bardzo czułe, dokładne i cechują się niską prądożernością. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. O ile Multitracker rzeczywiście bardzo szybko łapie fix'a (ustala swoje położenie) o tyle zapis śladu wyraźnie pokazuje, że to dosyć kapryśny układ i na dodatek nie do końca rozgryzłem jego dąsy.
Odbiornik Media-Tech to logger, co oznacza, że w swojej wewnętrznej pamięci (8 MB) zapisuje punkty przebytej trasy. Ile będzie tych punktów i według jakiego klucza będą zapisywane, zależy od nas. Ustawiłem zapis na „co 1 sekundę”, czyli maksymalną częstotliwość i wrzuciłem testowanego loggera wraz z inną konstrukcją tego typu do kieszeni, i ruszyłem w miasto. Po powrocie do domu zgrałem ślady do laptopa i okazało się, że... Multitracker utracił kontakt z satelitami już po pierwszym wejściu do sklepu i nie odzyskał go po wyjściu, nawet wtedy, gdy przez dłuższy czas przebywałem pod gołym niebem, gdzie nie było żadnych zabudowań. Drugi logger zanotował całą prawie 3 km trasę.
Nieporównywalnie lepiej wygląda zapis trasy podczas jazdy samochodem. Tutaj konkurencyjne logi były już do siebie podobne. Na prostej drodze ślady biegły identycznie. Jednak na zakrętach Multitracker ujawnił kolejne swoje wady- ścinanie zakrętów i nawet 60-80 metrowe odchyły od rzeczywistej trasy. Te same zakręty pokonane pieszo (lub rejestrowane innym odbiornikiem) dają wyniki zgodne z prawdą. Trudno znaleźć różnice w śladach podczas spaceru pod gołym niebem. Nagłe zmiany kierunku marszu, spacer po okręgu czy tzw „pływanie” nie dają jednoznacznego faworyta. Pływanie to test polegający na pozostawieniu odbiornika w bezruchu na otwartej przestrzeni mający na celu ustalenie stopnia dokładności ustalania pozycji. Kilka niezależnych testów pokazało, że godzinne „pływanie” oscyluje w granicach 60-200 metrów. To dobry wynik. Wszystkie te testy pokazują, że Media-Tech Multitracker zdecydowanie lepiej będzie się czuł na górskich szlakach niż w kieszeni mieszczucha.

Doprowadzi nawet do szału

Jeżeli SZAŁ ma swoje współrzędne geograficzne, to Multitracker Cię do niego doprowadzi. Odbiornik potrafi wskazywać drogę do wcześniej wskazanego celu. Wskazać możemy go albo ręcznie albo poprzez dołączony do Multitrackera program- Photo Tagger. Ręczne wskazanie celu wymaga od nas niestety fizycznej obecności w miejscu, o którego chcemy być doprowadzeni. Tylko na pozór jest to bez sensu. To funkcja, z której zadowoleni będą grzybiarze, oraz wszyscy Ci, którzy lubią biegi na orientację... i tę orientację stracą. W trybie LF (Location Finder) po ustaleniu pozycji, wciskamy i przytrzymujemy przez około 2 sek okrągły przycisk znajdujący się wewnątrz koła nawigacyjnego. Pozycja celu zostaje zapamiętana i potwierdzona zapaleniem się wszystkich strzałek jednocześnie. Od tej chwili odbiornik będzie pokazywał kierunek celu. Zapamiętanie celu jest możliwe tylko w trybie LF- przełączenie w tryb DL (Data Logger) blokuje „cel” przed niechcianym nadpisaniem. Multitracker w trybie LF nie zapamiętuje trasy. Nie jest również możliwe zapamiętanie punktów POI. Do tych funkcjonalności mamy dostęp dopiero w przełożeniu DL. Wtedy każdorazowe użycie przycisku pośrodku „róży wiatrów” dodaje do logu kolejny punkt.
Napisałem, że odbiornik Media-Tech doprowadzi do szału. Wskazanie kierunku do celu jest wyliczane względem aktualnego kierunku marszu, co oznacza, że gdy się zatrzymamy, a odczyt z satelitów zacznie „pływać”, to również i nasz cel zacznie niepokojąco zmieniać swoje położenie. Szkoda, że nie ma blokady wskazań. Idąc szlakiem i robiąc krótki przestój, można by pauzować wskazywanie kierunku. Narzekałem, że odbiornik średnio spisuje się w samochodzie, ale prawda jest taka, że akurat wtedy nawigowanie do celu jest najdokładniejsze. Chyba, że stoimy na światłach.
Znam osoby, które używałyby tej funkcji do odnajdywania samochodu na parkingu.

Photo Tagger.

Wraz z Media-Tech Multitrackerem otrzymujemy płytkę CD z aplikacją Photo Tagger. Opisywałem już ten program ponieważ jest on na wyposażeniu chyba wszystkich logerów. Dzięki niemu możemy ustawić parametry zapisu śladu (co ile sekund, metrów, powyżej jakiej prędkości) oraz to, czy w razie zapełnienia pamięci, ślad będzie nadpisywany czy też rejestracja zostanie zatrzymana. Poprzez Photo Taggera możemy również wprowadzić koordynaty celu, do którego chcemy być prowadzeni. Całość jest prosta w obsłudze i dokładnie opisana w przejrzystej instrukcji, jaką znajdziemy w pudełku wraz z odbiornikiem. Aplikacja pozwala także zgrać ślad z odbiornika i zestawić go z naszymi zdjęciami. Program automatycznie dopasuje czas wykonania zdjęć do odpowiednich współrzędnych z logu i pokaże całość na mapie. Zgrane trasy możemy przekonwertować do innych formatów oraz wyświetlić profil wysokości/prędkości.

Poza miastem

Akumulator ma pojemność 650 mAh i pozwala na pracę, według producenta, przez około 14 godzin. Moje pomiary niewiele się od tego różniły. Trzeba uważać, by odbiornika nie włączyć przypadkowo- nie ma żadnego systemu oszczędzającego energię. W zestawie znajduje się kabelek USB i tylko po podłączeniu do komputera udało mi się podładować odbiornik. Ładowarka sieciowa z końcówką USB nie nakarmiła loggera. Czyli na szlak muszę zabrać netbooka? Kapryśnie działa komunikacja Bluetooth- trzykrotnie zdarzyło mi się, że odbiornik tracił kontakt z telefonem. Raz po kilkunastu sekundach go odzyskał, dwa razy nie. Co ciekawe, nie korzystałem w tym czasie z innych funkcji telefonu. Na samym początku tekstu napisałem, że plastik, z którego wykonany został Multitracker jest delikatny. To prawda- po trzech tygodniach używania tego modelu, plastikowe koło „róży wiatrów”, pomiędzy diodami, jest popękane. Niby nic groźnego, ale minęły dopiero trzy tygodnie, a o odbiornik, podobnie jak o każdą moją zabawkę, dbałem bardzo dobrze.
Multitracker to nowatorska konstrukcja. Zgrabny i wszechstronny, ale także kapryśny. Świetnie sprawdzi się jako gadżet zawieszony przy breloczku z kluczami. Zda egzamin również w terenie niezabudowanym, gdzie możemy liczyć na wierny ślad. Drzewa w lesie nie stanowiły bariery dla jego precyzji. Sugerowana cena 249 zł jest adekwatna do liczby funkcji, w jakie wyposażony został logger marki Media-Tech, tylko nie jestem przekonany czy jest stosowna do jego możliwości.

Tomasz Stokłosa



Diody.jpg
 Description:
 Filesize:  41.16 KB
 Viewed:  59430 Time(s)

Diody.jpg



Klawisze.jpg
 Description:
 Filesize:  19.2 KB
 Viewed:  59430 Time(s)

Klawisze.jpg



Porownanie.jpg
 Description:
 Filesize:  26.62 KB
 Viewed:  59430 Time(s)

Porownanie.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Mon Jul 06, 2009 8:37 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z Mobility - magazynu mobilnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą Redakcji.

Samsung Ultra Touch (S8300)

Ultra SPAM!

O Samsungu S8300 znanym lepiej jako Ultra Touch świat usłyszał szerzej 9 lutego, gdy w mediach pojawiły się pierwsze doniesienia z targów MWC 2009 w Barcelonie. Wtedy nawet nie pomyślałem o tym, że zaledwie kilka tygodni później owo cudo trafi w moje ręce, oraz że tak szybko ten model będzie dostępny w salonach polskich operatorów. Samsung pozwolił mi nieco dłużej obcować z tym telefonem i powiem szczerze, że w tym tekście wszystkie „.” powinny zostać zastąpione przez „SPAM!”.


Śmiało można powiedzieć, że telefony z ekranami dotykowymi zawojowały rynek. Jedne z nich nie posiadają klawiatury, w związku z czym są czasami problemy z wprowadzaniem tekstu. Drugie mają pełną klawiaturę QWERTY, a na tych trudno jest pisać mając jedynie jedną rękę wolną. Trzeci rodzaj „dotykowców” posiada klawiaturę, jaką znamy z większości dostępnych telefonów i do tej grupy należy właśnie Samsung Ultra Touch. Ta klawiatura bywa przydatna przy pisaniu sms-ów, ale nawet do tej czynności częściej używałem przycisków ekranowych. Klawiaturę widziałem więc jedynie wtedy, gdy robiłem zdjęcia - do tej czynności trzeba rozsunąć obudowę.

12,8 oraz 118

Te dwa parametry są istotne przy opisywaniu Samsunga Ultra Touch. Pierwszy to grubość. Niewiele, a pamiętać należy, że to model rozsuwany. Drugi to waga. Również niewiele, gdy przyjrzymy się parametrom technicznym wnętrzności. Telefon sprawia wrażenie ciężkiego, lecz to tylko złudzenie spowodowane jego wielkością... jak kilogram złota i kilogram puchu. Nie mam dobrego zdania o telefonach rozsuwanych i z klapką - zbyt często działy się z nimi złe rzeczy, jednak po kontakcie z Ultra Touch poważnie zweryfikowałem swoje podejście do jednej z tych konstrukcji. Slider działa solidnie, bez luzów i bez zbytniej ociężałości. Nie ma mowy, by obudowa rozsunęła się samoistnie przy wyjmowaniu z kieszeni spodni... a to dla tego eleganta dobre miejsce - nie wypycha kieszeni.
Samsung Ultra Touch to przemyślana konstrukcja. Wszystkie klawisze, jakich możemy potrzebować są właśnie tam, gdzie byśmy ich szukali, a do tego urządzenie jest po prostu ładne. Po lewej stronie jest tylko przycisk głośności i otwór na smyczkę. Góra jest pusta, z dołu jest jedynie mikrofon. Prawy bok to złącze systemowe (jedno do wszystkiego - kabelka USB, zestawu słuchawkowego i ładowarki) i dwa klawisze: spust migawki i blokada telefonu. Front Samsunga to klawisze słuchawek i przycisk cofania. Całość prezentuje się bardzo zgrabnie i jest wygodna w obsłudze. Telefon jest dobrze wyważony dopóki nie rozsuniemy obudowy i nie zechcemy czegoś napisać przy pomocy standardowej klawiatury. Trzeba mocno trzymać telefon w dłoni, by góra nie przeważyła.
Wszystko to za sprawą panoramicznego 2.8'' wyświetlacza o rozdzielczości 240 x 400 pikseli wykonanego w technologii AMOLED. Rozdzielczość jak na dzisiejsze realia niewielka i aż chciałoby się wykrzyczeć, że żądamy więcej. Sytuację poprawia 16 mln. paleta barw. I to właśnie to, oraz technologia, w jakiej wykonany został wykonany wyświetlacz sprawiają, że obraz to istna żyleta! Ma być dotykowy? Jest! Ma być utwardzony, a dzięki temu odporny na zarysowania? Jest! Ma mieć powłokę antyrefleksową, dzięki której zobaczymy treść pisanego sms-a, a nie tylko naszą twarz? Ma mieć i w dodatku ma „SPAM!”

Widgety

W Samsungu Ultra Touch zastosowano nową, ulepszoną wersję systemu TouchWiz, który pozwala na komfortową obsługę telefonu dotykiem. Komfortowo jest do tego stopnia, że jak już wcześniej wspomniałem, klawiaturę wysuwaną spod ekranu widziałem tylko podczas robienia zdjęć. Jedyne do czego mam zastrzeżenia to widgety, czyli mini-funkcjonalności, których liczbę, rodzaj i położenie możemy dowolnie modyfikować. Działają dobrze, lecz miałem problemy z płynnym umiejscowieniem ich na ekranie. Widgety są przydatne, a właściwy ich dobór może bardzo przyspieszyć korzystanie z telefonu/komunikację w codziennym życiu. Najciekawszym według mnie jest „Top3”, który prezentuje na ekranie 3 wybrane osoby, do których najczęściej dzwonimy/sms-ujemy. Ten widget siedzi spokojnie na ekranie w postaci trzech zdjęć opatrzonych opisem tekstowym kontaktu, a po kliknięciu na jedno z nich, ramka rozszerza się prezentując większe zdjęcie i ikonki szybkiego wyboru: rozmowa głosowa, rozmowa wideo oraz nowa wiadomość sms. Innym dodatkiem, z którego ucieszą się ludzie prowadzący intensywny tryb życia, jest miniaturka budzika, który po kliknięciu przenosi nas do ustawień alarmów. Jest też „AccuWeather” pokazujący aktualną pogodę (są nawet Gliwice!), kilka rodzajów zegarów, kalendarz, menadżer profilów, informacja o urodzinach, gry, dyktafon, kalkulator, trzy niezależne względem siebie notatki, oraz dwa dodatki, które pomogą... walczyć z nałogami - „Rzuć palenie” i „Przejdź na dietę”. Po ich aktywowaniu pojawia się ramka, pokazująca, który dzień „postu” już za nami.
Widgetów jest więcej (maksymalnie 7 różnych jednocześnie) a obszar aktywny ekranu, na którym możemy je układać wykracza poza to, co widzimy - można go nieznacznie przewijać w pionie.
Jeżeli przesuniemy poziomo palcem po ekranie - od prawej do lewej strony - po pierwsze zmienimy położenie kilku widgetów (bo nie można ich zablokować!), a po drugie pojawi się okno, z początku puste, zdjęć znajomych, których twarze zostały przyporządkowane do konkretnych kontaktów... W skrócie jest to nic innego jak uproszczona zdjęciowa książka telefoniczna. Zamiast przeglądać listę kontaktów, przeglądamy listę zdjęć. Szkoda tylko, że robimy taki bałagan w widgetach.
Natomiast przesuwając palec od lewej do prawej przenosimy się do menu. Ponownie robiąc bałagan, więc jeżeli nie jesteśmy aż tak opętani przez chęć widowiskowej obsługi swojego cacka, to lepiej... wciśnijmy wirtualny przycisk na dole ekranu, który również przeniesie nas do menu. Blokada położenia widgetów - tak, tego zdecydowanie brakuje. A może nie znalazłem?

Głuptaki do lamusa.

No tak, mając do czynienia z Samsungiem Ultra Touch, doszedłem do wniosku, że jedynymi rzeczami, jakimi mój aparat cyfrowy przewyższa moduł wbudowany w slidera, jest 10 x zoom optyczny i lampa błyskowa. Cała reszta przemawia na korzyść... bądź co bądź, telefonu. Matryca 8 Mpx, stabilizacja obrazu, detekcja uśmiechu, detekcja mrugnięcia okiem, WDR, AutoFocus... SPAM!
Największa dostępna rozdzielczość to 3264 x 2448. Poza nią mamy aż 7 innych. To 2560 x 1920 (5 Mpx), 2048 x 1536 (3 Mpx), 1600 x 1200 (2 Mpx) i 640 x 480 (0,3 Mpx) oraz 3 panoramiczne: 3264 x 1960 (6 Mpx), 2048 x 1232 (3 Mpx) i 400 x 240 (0,1 Mpx). Możemy również skorzystać z samowyzwalacza (2, 5, 10 sek). Balans bieli to: Auto, Słonecznie, Żarowe, Jarzeniowe i Chmury. Dostępnych efektów może nie jest dużo, ale działają bez zarzutu: zdjęcia czarno-białe, sepia, negatyw i kolory wodne. Czułość ISO ma zakres od 100 aż do 1600. Cieszy mnie, że Samsung dodał funkcję WDR - Wide Dynamic Range, czyli „szerokiego zakresu dynamicznego”, która do niedawna była dostępna tylko w drogich, profesjonalnych aparatach cyfrowych.
W chwili pisania testu w slocie kart pamięci Samsunga Ultra Touch znajduje się karta microSDHC 16 GB (w zestawie dodano 1 GB), na której zostało 515 MB wolnego miejsca. W najwyższej jakości zmieścimy na tym 175 zdjęć, w dobrej 188, w normalnej 292, a w ekonomicznej 439. Cały czas piszę o zdjęciach w rozdzielczości 8 Mpx. Co ciekawe, gdy zmieniłem rozdzielczość na 5 Mpx, te liczby były identyczne, chociaż zdjęcie 8 Mpx miało wielkość 1.87 MB, a 5 Mpx 1.13 MB. Średnia wielkość zdjęcia 8 Mpx to 2.25 MB. Idealnie działa wykrywanie twarzy. Nieco gorzej detekcja mrugnięcia okiem. Właściwie podczas wykonywania zdjęć nie odczułem różnicy pomiędzy włączeniem tej funkcji i jej wyłączeniem. Detekcja uśmiechu działa bez zarzutu - wciskamy spust migawki a Ultra Touch samodzielnie wykrywa twarz fotografowanej osoby, utrzymuje ostrość a zdjęcie zrobi dopiero wtedy, gdy ta osoba się uśmiechnie. Podoba mi się sposób w jaki testowany Samsung pozwala wykonywać panoramy. Możemy wybrać z ilu zdjęć ma się taka panorama składać (3, 4, 5 lub 6), wykonujemy pierwsze zdjęcie, po czym powoli obracamy się w kierunku, jaki wskazują strzałki na wyświetlaczu. Strzałki pokazują zarówno przesunięcie w poziomie jak i w pionie. Samsung sam zdecyduje kiedy zrobić kolejne zdjęcie.
Szkoda, że producent nie zdecydował się na dodanie ksenonowej lampy błyskowej. To zwiększyłoby komfort robienia zdjęć w ciemnościach, chociaż muszę przyznać, że zastosowana dioda Dual Power LED radzi sobie bardzo dobrze. Bez problemu oświetla wnętrze pokoju na odległość 3-4 metrów. To pierwszy telefon, z jakim się spotykam, który rzeczywiście może zastąpić (a nawet przewyższy możliwościami) niejeden aparat cyfrowy SPAM! Zdjęcia do testu Media-Tech Multitracker oraz karty microSDHC Kingstona zrobiłem właśnie Samsungiem Ultra Touch.

Wideo, muzyka i pamięć

Fotograficzna natura Samsunga Ultra Touch to nie wszystko na co go stać. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie filmy, które na ogół słabo wypadają w telefonach. Dostępne rozdzielczości to 720 x 480, 640 x 480, 320 x 240 i 176 x 144, a wszystko to 30 kl/s. Również i tu mamy do dyspozycji ustawienia efektów i balansu bieli, a także kilka rodzajów szybkości nagrywania.
Kolejne słowa uznania należą się odtwarzaczowi MP3, który obsługuje formaty MP3, AMR, AAC, AAC+, WMA. Odkąd dotarł do mnie Samsung Ultra Touch i przełożyłem do niego kartę pamięci z odtwarzacza MP3, mój prywatny grajek leży na biurku... zakurzony. Okazało się bowiem, że nie jest on w stanie przebić dźwięku z testowanego telefonu. I to nie tylko za sprawą jakości obsługi, mnogości funkcji, ilości trybów dostosowania dźwięku i takiej zwykłej – po dziecięcemu – radości korzystania z niego, ale także za sprawą niezwykle wygodnych słuchawek kanałowych, jakie daje nam Samsung w zestawie. Być może dźwięk jaki się z nich wydobywa nie jest lepszy od innych konstrukcji tego typu (tych z wyższej półki oczywiście), ale są one zwyczajnie bardziej wygodne i przyjemniejsze w dotyku, a to przecież jest nie mniej ważne.
Pominę ustawienia korektora dźwięku i napiszę o niepozornym przycisku „5.1 Ch”. Aktywowanie tej funkcji sprawia, że dźwięk (tylko w słuchawkach) staje się naprawdę przestrzenny i donośny. Po kilku minutach słuchania w ten sposób muzyki, nie wyobrażałem sobie, by przy następnym utworze tę funkcję wyłączyć. Odtwarzacz można zminimalizować i wtedy pojawia się na głównym ekranie w postaci widgetu. Radio jest nie mniej wygodne. Automatyczne strojenie, informacje RDS, minimalizacja do widgetu. Standard na wysokim poziomie.
Przycisk „5.1 Ch” jest także widoczny, gdy oglądamy filmy, lecz wtedy – może to kwestia doboru filmów – aktywowany tryb nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Biorąc pod uwagę, że Samsung Ultra Touch nagrywa filmy w rozdzielczości aż 720 x 480 pikseli, również potrafi takie produkcje odtwarzać. Przy większych pojawia się błąd. Od trzech tygodni testowany Samsung stał się nie tylko moim grajkiem, ale także przenośnym kinem. Szybko przegrałem z płyt DVD mój ulubiony serial dokumentalny (w formacie .AVI) i z przyjemnością go oglądam. Ach ten AMOLEDowy ekran! Bajka SPAM!
Pamięć wewnętrzna to jak na dzisiejsze możliwości niewiele – tylko 95 MB, ale Samsung Ultra Touch jest w pełni kompatybilny z kartami microSDHC nawet do pojemności 16 GB, co oznacza, że zmieścimy całkiem sporo. Pamięć wewnętrzna to między innymi: 2000 kontaktów (w każdym po kilka telefonów, adresów e-mail oraz innych danych osobowych), 100 notatek, 100 zadań do wykonania i 300 wpisów w kalendarzu, sms-ów podobno zmieścimy tylko 200... nie udało mi się tego sprawdzić w menadżerze pamięci.

Biurowo, internetowo

Duży ekran Ultra Touch sprzyja przeglądaniu wszelkiego rodzaju treści multimedialnych. Samsung zaaplikował w tym modelu mobilną wersję map Google'a, które nie tylko działają bez zastrzeżeń, ale również szybko się ładują. Mamy też wygodny, czytelny kalendarz, kalkulator i przelicznik. Dwa pierwsze możemy dodać do ekranu głównego w postaci widgetów. Podobnie zresztą możemy postąpić z „Czasem na świecie”, stoperem (50 międzyczasów) i dyktafonem (maksymalnie 60 min). Samsung oddał w nasze ręce także przeglądarkę dokumentów, więc nie będziemy mieli problemów z odtworzeniem plików otrzymanych e-mailem. W wnętrznościach telefonu siedzi czujnik położenia, więc wszystkie dokumenty, oraz zdjęcia i filmy automatycznie zmieniają orientację, gdy tylko obrócimy urządzenie.
Sporo dobrych słów muszę powiedzieć o standardach komunikacji w jakie uzbrojony jest Ultra Touch. Po pierwsze szybka transmisja danych HSDPA 7.2, cztery zakresy GSM i dwa WCDMA, Bluetooth 2.1 i USB 2.0 do pełni szczęścia. A dla „bezprzewodowców” standard stereo Bluetooth (A2DP). Trochę boli, że w tak zaawansowanym telefonie zabrakło Wi-Fi. To poważne niedopatrzenie. Przeglądarka internetowa działa wyśmienicie. Nawet nie można jej porównywać z innymi, z którymi miałem ostatnio kontakt. Kto zajrzy do ostatniego numeru Mobility, będzie wiedział o jakim telefonie mówię. Strony ładują się szybko i co ważne bezproblemowo i płynnie skalują! Wyświetlacze dotykowe średnio nadają się do przeglądania stron internetowych – zbyt łatwo można palcem uaktywnić niechciany link lub trafić nie w ten, w który byśmy chcieli. W Ultra Touch nie ma z tym problemu, ponieważ pierwsze tapnięcie zaznacza link, a dopiero drugie go uaktywnia. Gdy chcemy zapisać jakiś element (np. grafikę) wystarczy przytrzymać na niej palec, a pojawi się lista wyboru.
W Ultra Touch zaimplementowano wygodny program pocztowy. Konfiguracja konta zajmuje chwilkę, a mnogość opcji pozwala na dowolne swobodne dostosowanie kont. Teoretycznie program New PC Studio pozwala Ultra Touch na synchronizację kontaktów z Outlookiem, ale nie udało mi się tego dokonać- kilka razy program skwitował moje starania informacją o błędzie. Kontakty udało mi się skopiować do Samsunga dopiero poprzez drugi telefon i funkcję „Wyślij wszystkie”. Zadziałało to z dwoma telefonami konkurencji- SonyEricssonem i LG. Innych nie sprawdzałem.
Czym byłby nowoczesny telefon bez wbudowanego odbiornika GPS. Również i w Samsungu mamy taką wisienkę. Od razu napiszę, że niewiele wiadomo na jego temat, ponieważ oprogramowanie Samsunga Ultra Touch blokuje dostęp do danych NMEA0183. Odbiorniki wewnętrzne są obsługiwane przez JSR179, a to oznacza, że nie zawsze możemy podejrzeć sposób działania tych modułów. Wiem tylko, że jest nadzwyczaj (jak na telefon) dokładny i czuły. Wewnętrzny odbiornik pozwala nie tylko korzystać z oprogramowania nawigacyjnego bez dodatkowych zabawek w pobliżu, ale także na oznaczanie zdjęć współrzędnymi geograficznymi.
Nad bezpieczeństwem słuchawki czuwa Mobile Tracker, czyli funkcja, która w przypadku włożenia do telefonu obcej karty, wysyła pod wcześniej zdefiniowane numery, informację o numerze kontaktowym. A gdy chcemy się urwać z nudnego spotkania, pomoże w tym funkcja „fałszywej rozmowy”. Dla uwiarygodnienia takiego połączenia możemy nawet wcześniej nagrać „głos z drugiej strony”.

Podsumowanie SPAM!

Bateria tego Samsunga nie powala swoją pojemnością – to litowo-jonowe ogniwo o pojemnoci 880 mAh. Przy dosyć aktywnym korzystaniu z telefonu wystarczało na dwa dni. Spójrzmy prawdzie w oczy – z tego modelu nie można korzystać nieaktywnie! Samsung dodał do telefonu płytę CD z oprogramowaniem New PC Studio, które pozwoli w łatwy sposób komunikować komputer z Ultra Touch. Program jest oparty na zakładkach tematycznych – każda odnosi się do innych funkcjonalności. Już dawno nie miałem w rękach telefonu, który potrafiłby zastąpić tyle różnych urządzeń. Ja, mając Samsunga Ultra Touch, zrezygnowałbym z odtwarzacza MP3 i wideo, zrezygnowałbym także z noszenia cyfrówki i kamery, w tych okolicznościach, gdzie zoom optyczny byłby mi niepotrzebny. Wykorzystałbym go ponadto jako szybki modem HSDPA. A korzystając z każdej z tych funkcji krzyczałbym na całe gardło SPAM!

Tomasz Stokłosa



Obiektyw.jpg
 Description:
 Filesize:  19.77 KB
 Viewed:  59425 Time(s)

Obiektyw.jpg



Ekran.jpg
 Description:
 Filesize:  29.16 KB
 Viewed:  59425 Time(s)

Ekran.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Sat Aug 01, 2009 3:05 pm    Post subject: Reply with quote

Artykuł pochodzi z Mobility - magazynu nowoczesnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą redakcji. W razie pytań zapraszam do wątku "Sprzęt".

Samsung Solid B2100

Prosty twardziel.

Nie tak dawno testowałem starszego brata Solida B2100- model 2700 miał więcej funkcji, był też bardziej ucywilizowany, a co się z tym wiąże mniej odporny. Nowy „gladiator” Samsunga utracił wiele funkcji, które według mnie były oczywistą oczywistością. Zyskał jednak coś, co zdecydowanie go wyróżnia- klasę szczelności IP54 zamieniono na IP57- jedna cyferka, a jak wiele zmienia!


Samsung jest tak pewny możliwości swojego nowego Solida, że zorganizował na początku mają w dużych centrach handlowych sieci Tesco, Media Markt oraz Saturn w ponad 15 miastach w całej Polsce serię pokazów prezentujących jego ekstremalną naturę. Postanowiłem w domowym zaciszu stworzyć własne „Laboratorium Samsung Solid”...

Karta SIM- pierwszy test

Solid jest zaskakująco poręczny. Pierwsze wrażenie sugeruje, że jest bardzo wąski. Jednak konfrontacja z innymi telefonami wybudza mnie ze złudzeń. Najlepiej zobrazuje to bezpośrednie porównanie z testowanym w tym numerze Mobility LG Viewty Smart. Szerokość Solida to 49, a LG 56 mm. Wysokość B2100 to 113, a Smart'a 101 mm. Grubość to 17.4 u Samsunga, a 12.4 mm w LG. Solid posiada skromny wyświetlacz o mizernej rozdzielczości i wielkości- 128 x 160 pikseli, 1.77''. Nie ma tutaj dużego, panoramicznego ekranu dotykowego, a wnętrzności nie skrywają żadnej zaawansowanej technologii, która wymagałaby napompowania obudowy. Co więc pochłania dodatkowe milimetry? Trzymając go ręce wyraźnie odczuwamy, że nie jest to cienka plastikowa powłoka. Zachęcony sloganami reklamowym bez najmniejszych skrupułów po wyjęciu telefonu z pudełka ścisnąłem go ze wszystkich sił- dosłownie. Nawet nie zatrzeszczał. Niewątpliwie to dodatkowe wzmocnienia konstrukcji i pokrycie jej uretanową warstwą tak pogrubiają Solida, nadając mu jednocześnie słuszną wagę 103 g.
Obudowa jest zaokrąglona z każdej możliwej strony. Na lewym boku znajdują się dwa klawisze głośności i włącznik latarki. Na prawym jest jedynie złącze systemowe do podłączenia ładowarki lub słuchawek. Chronione jest gumką, która nie odchyla się od obudowy, lecz cała przekręca, a to może być gwarancją, że po dłuższym czasie użytkowania, nie zacznie odstawać, co oznaczałoby nieszczelność. Góra obudowy kryje diodę latarki oraz bardzo mocne, ale też nieprzemyślane uszko do smyczki. Straszy brat- model 2700- miał możliwość zamocowania karabinka, który znajdował się w zestawie. W B2100 nie tylko nie ma takiego karabinka, ale dodatkowo uszko jest tak wąskie, że żaden karabinek się w nim nie zmieści! To ogromne niedopatrzenie w telefonie, którego głównym zadaniem jest towarzyszenie nam i „przeżycie” w trudnych warunkach. Nie przytroczymy nowego Solida do plecaka lub szlufki w spodniach.
Klawiatura jest wygodniejsza niż w B2700, a klawisze mają mniejszy skok, dzięki czemu korzystanie z nich jest nie tylko łatwiejsze, ale również mniej absorbuje naszą uwagę, gdy np. założymy rękawiczki. Głośnik na szczęście gra tak samo donośnie jak w poprzedniku. Melodyjek jest zaledwie pięć, a ich operowo-dyskotekowa tematyka nie do końca pasuje do telefonu ekstremalnego. Jakością również pasują bardziej do polifonii sprzed kilku lat, a nie urządzenia z 2009 roku- szybko dograłem nowe. Tył obudowy to głośnik, oko kamery 1.3 Mpx oraz klapka baterii, która sprawiła mi sporo kłopotu.
Na dole klapki znajduje się obrotowa blokada, znana np. z Siemensów. Obrócenie śruby odblokowuje zamek. Sęk w tym, że śrubę należy obrócić o około 120 stopni, a mnie jakieś licho podpowiadało, że tylko o 90. Przy takim obrocie pokrywa baterii nawet nie drgnęła! Moje siłowanie się z klapką nic nie dawało. Nawet odrobinę nie udało się jej odgiąć. Po dobrych kilku minutach- trzymając już w ręce nóż myśliwski, który miał posłużyć jako łom- przełknąłem gorycz porażki i sięgnąłem po instrukcję obsługi. Cała ta historia pokazuje jak mocne zabezpieczenia bronią dostępu do wnętrza wodzie czy ziarenkom piasku.

Krótko o systemie.

Podczas pierwszego włączenia Samsung Solid B2100 prosi nas o skonfigurowanie preferencji a także wybranie wszystkich możliwych profili internetowych, z jakich moglibyśmy chcieć korzystać. Chwila uwagi i już o nic nie musimy się martwić. Karta pamięci i karta SIM umiejscowiono pod baterią. Bezpieczne rozwiązanie, ale każdorazowe wyjęcie baterii kasuje godzinę i datę. Solid nie zaakceptował karty microSDHC 16 GB. Z kartą 8 GB mozolnie wczytywał pliki, ale większych problemów nie zauważyłem. Najwygodniej jednak, i ja tak zrobiłem, jest wrzucić do wnętrza kartę 2 lub 4 GB i o niej zapomnieć. Cena tych kart już nie przeraża, a wewnętrzne 7 MB to potwornie mało.
Zawiodłem się na oprogramowaniu Solida B2100. Poprzednik miał cyfrowy kompas i wysokościomierz barometryczny. Tutaj tego zabrakło, co jest według mnie równie dużym błędem jak brak karabinka. Starszy brat miał także drugie oko na potrzeby UMTS-u. Testowany model nie wspiera tej technologii co nie jest żadną ujmą, bowiem na górskich szlakach, spływach kajakowych, czy podczas leśnych rajdów MTB mało kto potrafi złapać tak dobry zasięg, by korzystać z dobrodziejstw sieci 3G. O ile jest w tych miejscach jakikolwiek zasięg... W tych miejscach Solid B2100 ma całkiem sporo do powiedzenia. Jest takie miejsce w centrum Katowic, gdzie sieć Era ma beznadziejny zasięg (wstyd), jednak gdy pojawiłem się tam z testowanym Samsungiem okazało się, że mogę całkiem komfortowo rozmawiać. Całości dopełnia system redukcji szumów.
Solid może pomieścić 1000 kontaktów, 300 wiadomości SMS i 1000 wpisów w kalendarzu, uciekając od cywilizacji nie jesteśmy więc pozbawieni ważnych danych. Telefon nie oferuje niczego specjalnego. Odtwarzacz i radio oraz kalkulator, kalendarz, przelicznik, stoper, dyktafon to już norma w każdym urządzeniu. Ponadprzeciętna jest tylko latarka. Transmisja danych EDGE pozwala na pobieranie poczty e-mail, przeglądanie zasobów internetu oraz wysyłanie MMS-ów. Jednak nie będę Wam wmawiał, że na ekraniku o wielkości 1.77'' jest to wygodne. Aparat foto również nie ma nic wspólnego z elitą, ale spójrzmy na niego nieco inaczej- ten mały aparacik zrobi zdjęcia tam, gdzie 99% innych sprzętów odmówi posłuszeństwa- np. pod wodą, a gdy wpadnie w błoto wystarczy przetrzeć i dalej fotografować. Zdjęcia są całkiem udane. Przeszkadza brak Auto-Focusa i doświetlenia, ale fotki mają dobre kolory i charakteryzują się niskim zaszumieniem. Możemy je przesłać MMS-em, e-mailem oraz przez USB 2.0 i Bluetooth 2.1 + EDR. Brak doświetlenia można obejść włączając latarkę, a lusterkiem (np. z przenośnego kompasu) odbić strumień światła w kierunku fotografowanego obiektu.

Pancerz

Sami przyznacie, że z dotychczasowego opisu wyłania się telefon wyjątkowo przeciętny. I taka byłaby prawda, gdyby nie dwa szczegóły: certyfikat MIL-STD-810F oraz bateria. Wspomnianym certyfikatem mogą się pochwalić jedynie najbardziej mocarne konstrukcje. Odporne nie tylko na deszcz, ale także na pełne zanurzenie w wodzie. No dobrze, to potrafi więcej komórek, ale stawić czoło strumieniowi wody oraz ciśnieniu panującemu na głębokości 1m nawet przez pół godziny to już wyczyn, który przetrwają nieliczne. Co ciekawe i ważne certyfikat nie ogranicza się jedynie do wody słodkiej (rzeki, stawy), ale obejmuje także wodę słoną (morze), która z racji odkładania się kryształków soli po odparowaniu cząsteczek wody jest zabójcza dla urządzeń elektronicznych. MIL-STD-810F rygorystycznie określa warunki otoczenia, w jakich telefon będzie sprawnie funkcjonował. Solidowi B2100 nie straszna jest temperatura -20 - +60˚C, promieniowanie UV, kurz, upadki i wibracje. Dodam jedynie, że Samsung jest również zgodny ze standardem IP57, który szczegółowo określa poziom szczelności obudowy. Cyferka 5 wskazuje, że Solid jest odporny na ograniczone ilości pyłu i kurzu, a cyferka 7, że można go zanurzyć na głębokość 1m, a pod wodą może pozostać przez 30 minut. W porównaniu z certyfikatem MIL-STD-810F, który został stworzony dla potrzeb armii USA, IP57 to radocha dla harcerzy, a podobną klasę szczelności posiadają np. lampy łazienkowe.
Bateria to wprawdzie tylko 1000 mAh, jednak patrząc na listę funkcji B2100 wiele więcej jest mu niepotrzebne. Wskaźnik naładowania ma pięć kresek. Pierwsza zniknęła rankiem trzeciego dnia od pełnego naładowania. W tym czasie nakręciłem około 6 minut filmu, zrobiłem 8 zdjęć, przez 15 minut słuchałem MP3, godzinę korzystałem z latarki, wysłałem 4 sms i przeprowadziłem 4 krótkie rozmowy. Telefonu nie wyłączałem na noc. Cały czas był włączony Bluetooth. Z tej wyliczanki wynika, że ostatnia kreska zniknie, gdy wracając z dziesięciodniowych wakacji wyjmę Solida z kieszeni i położę na biurku. Przy bardziej oszczędnym gospodarowaniu Samsungiem, mamy dwutygodniowy zapas energii. Może turyści przestaną omijać schroniska, w których wciąż nie ma elektryczności? Według producenta akumulator zapewnia 9 godzin rozmowy i aż 600 (25 dni) czuwania.

Rzucamy, kopiemy i gryziemy!

Dosyć standardów i klas, pora na testy, które zacząłem przeprowadzać dopiero po dokładnym opisaniu Solida, na wypadek, gdyby jednak nie przetrwał mojej „spontanicznej twórczości radosnej” i odmówił dalszej współpracy. Dodam, że wszystkie testy zostały udokumentowane materiałem wideo.

Test 1. Błoto.
Deszczu brak, więc „błoto” zrobiłem sam. W tym celu zmieszałem kilogram mąki sojowej z dwoma łyżkami otrębów pszennych, a całość zalałem taką ilością zimnej wody, by papka miała odpowiednią konsystencję. Do tego klejącego ciasta wrzuciłem Solida B2100 i zostawiłem na 2-3 minuty dokładnie go oblepiając kleistą zawiesiną. Po tym czasie wyjąłem go i zwyczajnie umyłem pod bieżącą ciepłą wodą. Po kilku sekundach na obudowie nie było śladu po sojowej kąpieli.
Otworzenie klapki baterii utwierdziło mnie w przekonaniu, że ani ciasto ani woda nie dostały się do wnętrza. Żadnych niepokojących objawów nie nosiło również oko obiektywu i złącze systemowe. Moja dobra rada- nie otwierajmy pokrywy baterii, zaraz po umyciu Solida B2100. W szczelinach pozostało „błoto”... test powtórzyłem, lecz tym razem pozwoliłem (po umyciu) wszystkim resztkom zaschnąć, a po otworzeniu obudowy zwyczajnie je wykruszyłem. W miejscach, gdzie trudno było mi się dostać, użyłem wykałaczki lub skrawka cienkiego kartonu. Kąpiel błotna zaliczona. Test zdany na 6.

Test 2. Woda.
Jako zodiakalny wodnik i osoba nieumiejąca pływać wybrałem się do największego zbiornika wodnego, do jakiego nie boję się zbliżyć... akwarium z rybkami. Test był całkiem zabawny, bo jednocześnie postanowiłem sprawdzić podwodne możliwości filmowe Samsunga. Włączyłem kamerę i latarkę, wrzuciłem całość do wody na głębokość 65 cm i zostawiłem na – uwaga – godzinę. Po tym czasie wyjąłem Solida B2100 i... wysłałem SMS-a. Test zdany na 6, a film skromnej rozdzielczości, ale fajny.

Test 3. Powietrze.
Tego obawiałem się najbardziej. Znalazłem dużą łąkę, włączyłem nagrywanie wideo i cisnąłem telefonem w górę najmocniej jak tylko potrafiłem. Szacuję, że poszybował na wysokość 6-7 metrów, po czym spadł na ziemię. Rosnąca trawa zminimalizowała siłę i skutki upadku, ale i tak zdrowo uderzył... 10 razy! Gdy pierwszy raz podniosłem telefon i zobaczyłem, że nadal nagrywa, rzuciłem znowu, i znowu, i tak nagrałem dwa ciekawe minutowe filmy, a każdy zarejestrował 5 lotów.
To, jak dobrze Solid zniósł ten test, trochę mnie zdenerwowało i zmotywowało do wymyślenia cięższych tortur. Nie wyłączył się i nie zawiesił. Znalazłem leśną ścieżkę i zacząłem Solidem rzucać w dal. Nadal cały. To już mnie rozsierdziło na dobre. Przestałem się bawić- zacząłem się na nim wyżywać! Najpierw ciskałem nim ze wszystkich sił w stertę drewnianych bali leżących tuż przy leśnej drodze. B2100 odbijał się od nich i upadał wprost na twarde chodnikowe płyty. Dźwięki jakie słyszałem podczas tych prób dały mi powód, by mniemać, że podniosę z ziemi kilka luźnych części, a nie zgrabny telefon. Nie tym razem- wszystko się trzymało. Solid wytrzymuje upadek z 2 metrów, ale ja rozochocony dotychczasowymi wynikami testów postanowiłem porzucać Samsungiem nie na trawniku, lecz nad wspomnianymi już płytami. Wytrzymał i to. Nagrania wideo z większości prób wytrzymałościowych znajdziecie pod adresem http://vimeo.com/user1793470/videos
Przyznacie sami, że niemało katowałem Solida. Nie ukrywam, że po ostatnich testach na obudowie powstało kilka brzydkich wgnieceń i mało estetycznych zadrapań. Jednak nie mają one żadnego przełożenia na działanie aparatu.

Test 4. Aport.
Chcąc nauczyć psa szukania, pozostawia się ukryte jakieś rzeczy, które nosimy ze sobą i które noszą nasz zapach. Teoretycznie pies powinien po odnalezieniu przedmiotu położyć się przy nim i zaczekać na właściciela. Jednak na początku nauki nie zawsze się to udaje. Przedmiotem, który szukała suka mojej koleżanki był Solid B2100. Ja ukryłem Samsunga, ona go znalazła, wylizała, pogryzła i przyniosła w zębach. Bałem się o wyświetlacz, jednak po tej przygodzie nie pozostał na obudowie żaden ślad. Pies nauczył się szukać, a ja jeszcze bardziej polubiłem tego pancerniaka. Test zdany na 6.

Test 5. Zamrażanie.
Standard MIL-STD-810F precyzuje w jakich temperaturach powinien działać telefon. Jest to zakres -20 - +60ºC. Moja lodówka średnio się do tego nadaje, bo mrozi tylko do -18ºC, ale i tak postanowiłem sprawdzić jaki będzie efekt. Na dwie godziny zamknąłem Samsunga w zamrażalniku. Po wyjęciu był cały oszroniony, ale bez problemu mogłem na niego zadzwonić. Wystarczyła chwilka w temperaturze pokojowej, by w pełni odzyskał siły.

Przy zmianie temperatury pod szybką wyświetlacza oraz pod osłoną diody latarki może się osadzić para wodna. To normalne i nie świadczy o nieszczelności aparatu. Zdarzenie takie może mieć miejsce np. wtedy, gdy w gorący dzień wrzucicie Solida do chłodnego strumienia. Para ta w Solidzie B2100 szybko znika i nie pozostawia po sobie śladu.

Dwa – jedyne – małe wgniecenia, znajdujące się na obudowie powstały, gdy upuściłem Solida na asfalt z wysokości 2 metrów. To się kłóci z dopiskiem do „Powietrze”- tam napisałem, że są wgniecenia. Podczas wszystkich tych testów Solid B2100 ani razu się nie wyłączył i nie zawiesił. Wszystkie moje telefony razem wzięte nie przeżyły tyle, ile Samsung podczas kilku tygodni, gdy był u mnie. Trudno ocenić, jak zachowywałby się B2100, gdyby równie intensywne testy trwały rok. Może przy trzydziestym lub pięćdziesiątym upadku z 7 metrów odmówiłby posłuszeństwa? Może zacząłby przeciekać? Może poddałaby się dioda latarki? To gdybanie nie ma sensu, bo Solid B2100 to jak na razie jedyny model, któremu zaufałem do tego stopnia, by poddać go takim testom. Przeszedł je wzorowo. Sugerowana cena tego pancernego ascety to 459 zł. Dużo jeżeli patrzymy przez pryzmat funkcji, a mało gdy potrzebujemy telefonu, który wraz z nami wróci z każdej wyprawy a na niej zapewni nam ciągły kontakt ze światem, czyli bezpieczeństwo.

Tomasz Stokłosa



P1627_17-05-09.jpg
 Description:
 Filesize:  123.34 KB
 Viewed:  58934 Time(s)

P1627_17-05-09.jpg



Solid B2100 HDR.jpg
 Description:
 Filesize:  61.83 KB
 Viewed:  58934 Time(s)

Solid B2100 HDR.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Mon Nov 23, 2009 9:56 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY - magazynu mobilnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą Redakcji.

I-GotU GT200

iLogowanie

Kilka tygodni temu na półkach polskich sklepów pojawiły się dwa odbiorniki marki MobileAction : GT120 i GT200. W ich wyglądzie i nazwie jest coś jabłko-podobnego. Zawsze w takich sytuacjach pojawia się w mojej głowie podejrzenie, że cały bajer takiego urządzenia tkwi w jego stylistyce. Okazuje się jednak, że literka „i” w nazwie tych modeli nie jest żerowaniem na popularności .'a, ale może oznaczać skrót od „interesujące”. Wymażcie wszystkie skojarzenia – to nie są tandetne zabawki, a ich funkcje oraz dołączone oprogramowanie wnoszą sporo świeżości w szary rynek odbiorników GPS.


W tym miesiącu pod skalpel trafia GT200 – droższy, większy i bardziej zaawansowany model odbiornika marki MobileAction. Od GT120 odróżnia go zwłaszcza dodanie modułu Bluetooth, większa pojemność baterii i – niestety – mniejsza pamięć wewnętrzna.

Silikonowa kostka.

Zdania na temat urody odbiornika GT200 są podzielone. Jedni wytykają zbyt zabawkowy wygląd kojarzący się z produktami .'a, inni chwalą ten dizajn za wniesienie koloru i nowe spojrzenie na ten segment rynku. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy! Ten odbiornik po prostu jest ładny.
GT200 to kostka o wymiarach 46 x 41 x 14mm i wadze 37g wykonana z białego, twardego plastiku. Nic tutaj się nie ugina i nie trzeszczy, a wszystkie rogi są zaokrąglone. Na spodzie urządzenia znajduje się złącze systemowe charakterystyczne dla odbiorników marki MobileAction, co oznacza, że na wyjazdy trzeba zabierać dodatkowy kabelek. Także i on jest jabłkowo-biały. Górny prawy róg kryje przelotkę do wpięcia smyczki (brak w zestawie). Przód GT200 niemal w całości zajmuje jeden duży okrągły przycisk sterujący pracą odbiornika. Nad nim umieszczono logo, a po jego lewej stronie, w gładkim plastiku zatopiono dwie diody sygnalizujące tryb pracy. Takie umiejscowienie sprawia, że są one zupełnie niewidoczne w słońcu oraz gdy na I-GotU patrzymy pod kątem. Odbiornikami, które posiadają więcej niż jeden przycisk można sterować nawet wtedy, gdy nie widzimy diod. Tutaj się nie da, ponieważ to diody wskazują, czy przycisk wcisnęliśmy odpowiednio długo, by aktywować pożądaną funkcję. Niestety przycisk jest nazbyt czuły, „Pan Pikuś” gdy wciśniemy go dłużej, bo aktywujemy w ten sposób parowanie Bluetooth, a wtedy po pięciominutowej bezczynności GT200 wyłączy się. Gorzej, gdy wciśniemy go krótko – a o to znacznie łatwiej – ponieważ rozpoczniemy logowanie trasy. Każdorazowe wciśnięcie go podczas logowania dodaje do trasy punkt charakterystyczny – takim tropem możemy oznaczyć mijany zabytek, zakręt lub miejsce, gdzie wypiliśmy dobrą kawę.
Druga część GT200 to silikonowa osłonka, którą naciągamy na urządzenie. Ma otwór w miejscu smyczki i złącza systemowego, więc nie musimy jej zdejmować. Na spodzie tej osłonki znajduje się wycięcie o szerokości 25mm, przez które możemy przewlec pasek lub trok. Właśnie w ten sposób nosiłem odbiornik podczas testów. Nawlokłem go na trok plecaka lub pasek futerału aparatu fotograficznego. Jeżdżąc na rowerze w identyczny sposób zamocowałem odbiornik na „dzyndzlu” mocującym przednie koło. I teraz ważna rzecz- nawet jazda po wertepach nie była w stanie wyrzucić białego odbiornika z niebieskiego silikonowego pokrowca. Również przymocowany do komina plecaka, po całodziennym logowaniu i sporadycznym przedzieraniu się przez gałęzie, wieczorem był na swoim miejscu. Ten silikon pełni również rolę antypoślizgowego spodu, gdy odbiornik leży w samochodzie na podszybiu. I tutaj pewna niekonsekwencja producenta, który podaje w instrukcji, by GT w samochodzie leżał na podszybiu, aby widoczność nieba była jak najlepsza, a po chwili pisze, by... GT nie kłaść na podszybiu i nie wystawiać na wysokie temperatury zbyt długo. Ja trzymałem odbiornik na siedzeniu lub tylnej półce w cieniu i nie zauważyłem błędów w logowaniu.
Producent reklamuje GT200 jako wodoodporny. Nie chowałem, go gdy padało i nadal działa. Zanurzyłem na kilkanaście sekund w wodzie i nadal działa. Swój udział ma tutaj silikonowa otoczka, jednak jest w niej tyle wycięć, że i obudowa musi być szczelna, chociaż producent nie chwali się żadnymi certyfikatami – nawet lajtowym IPX4. Na pewno nie straszny mu deszcz i chwilowe zanurzenia, ale jak się spisze w dłuższym kontakcie ze słoną woda, czego nie mogłem sprawdzić? Nie ryzykowałbym.

Tryby, czasy i bateria.

I-GotU GT 200 uzbrojono w chipset SiRFStar III oraz pamięć 32 000 punktów. Zasilanie zapewnia litowo-jonowa bateria o pojemności 750 mAh. Komunikacyjne kwestie rozwiązano przy pomocy USB 1.1 i Bluetooth 2.0.
Najpierw jednak kilka słów o oprogramowaniu PC. Na załączonej płycie znajduje się program @Trip w wersji 1.0. Nie instalujcie go i od razu ściągnijcie ze strony producenta wersję 2.0. Ja zainstalowałem 1.0 plus uaktualnienie i kilka funkcji nie działało prawidłowo. Pierwszy raz program przyda się podczas konfigurowania GT200. Kilka domyślnych trybów można zmienić według własnych upodobań. Te tryby to: spacer, marsz, rower, skuter, żaglówka i samochód, a w każdym z nich możemy zdefiniować co ile sekund mają być zapisywane kolejne punkty. Dodatkowy parametr pozwala zmienić częstotliwość zapisu, gdy nasza prędkość osiągnie określony pułap – np. logowanie podczas spaceru 5 km/h będzie się odbywało co 10 sekund, ale gdy pobiegniemy i nasza prędkość wzrośnie do 10 km/h to kolejne punkty będą rejestrowane co 5 sekund. Podczas ustawiania tego parametru możemy na bieżąco obserwować, na jak długo – szacunkowo – wystarczy bateria. Według zastosowanego przelicznika czas pracy baterii to:
logowanie z częstotliwością 1-6 sekund = 15-30 godzin,
7-10 sek = 30-60 godzin,
11-20 sek = 60-80 godzin
21-40 sek = 80-100 godzin,
41-60 sek = 100-120 godzin,
61-90 sek = 120-140 godzin,
91-120 sek = 140-160 godzin, i na tym koniec. Częstotliwość logowani możemy wprawdzie nadal zwiększać, jednak nie ma to już wpływu na czas działania baterii, co oznacza, że najbardziej oszczędnym trybem pracy jest logowanie co dwie minuty. Jeżeli przyjmiemy, że jadąc na wakacje, będziemy wędrowali przez 10 godzin dziennie (np. od 9 rano do 19, czyli długo), to bateria wystarczy na 16 dni zapisu. Zakładając, że w górach, z plecakiem poruszamy się z prędkością 3 km/h (0.83 m/sek) to odstęp pomiędzy punktami będzie wynosił około 100 metrów.
Czy te wszystkie czasy są realne? Nie do końca, bowiem I-GotU GT200 posiada pamięć jedynie 32 000 punktów. Jeżeli ustalimy logowanie co 1 sekundę, to w ciągu godziny zanotujemy 3600 punktów. Z prostego rachunku wynika, że pamięci wystarczy na niecałe 9 godzin – przypomnijmy, że producent przy takim interwale mówi o 15 godzinach pracy baterii. Nie do zweryfikowania, ponieważ usunięcie punktów zmusza nas do podłączenia odbiornika kabelkiem do komputera, a to doładowuje baterię.
A co z moją wędrowną wyliczanką? Zapis co 2 minuty przez 10 godzin daje liczbę 300 punktów dziennie, a w ciągu 16 dni (bo na tyle pozwoli bateria) otrzymujemy skromne 4800 punktów. Podczas testów nie udało mi się do końca rozładować baterii. Bez problemu wystarcza jej na zapełnienie pamięci logowaniem co 1 sekundę, oraz na całodniowe przekazywanie pozycji do telefonu poprzez Bluetooth.
Odczyt zapisanych śladów może być chroniony hasłem. Bez jego podania nie zgramy trasy. Wcześniej opisałem manualne ustawienie czasu logowana. Jest jednak coś, co zdecydowanie wyróżnia I-GotU GT200 na tle innych odbiorników – możliwość zaprogramowania automatycznego „cichego” rozpoczynania rejestrowania śladu. W tym trybie widzimy tygodniowy harmonogram na którym kliknięciem wklejamy ośmiogodzinne „dniówki”. Takie dniówki mogą być dwie w ciągu doby i nie muszą następować po sobie, a więc można ustawić ciche logowanie od godziny 6 do 14 a następne od 16 do północy. Odbiornik sam się włączy i sam wyłączy. Dla zaoszczędzenia baterii, lub jak kto woli dla kamuflażu, możemy w tym trybie wyłączyć sygnalizację diodami. A dla pewności, że odbiornik nie wyłączy się niechcący, możemy dezaktywować okrągły przycisk sterujący nim. To zabrzmi strasznie, ale takie urządzenie możemy komuś podrzucić, a ta osoba nie tylko nie zorientuje się, że jest włączone, ale też nie będzie miała możliwości przypadkowego wyłączenia go. Oczywiście, również i w tym trybie mamy możliwość zdefiniowania częstotliwości zapisu kolejnych punktów. Rejestrując ślad 16 godzin na dobę, bateria padnie po 10 dniach (dwuminutowe odstępy).
W GT200 domyślnie włączony jest tryb Statycznej Nawigacji (SN), który najczęściej spotykamy w samochodowych nawigacjach. Prędkości mniejsze niż ok 4 km/h nie są rejestrowane – w samochodzie zapobiega to pływaniu pozycji podczas postoju na światłach – w odbiorniku ręcznym jest to raczej niepożądane. Włączona SN nie pozwala na prawidłowe wykonanie testu pływania, ponieważ w ciągu godzinnego testu odległość i wysokość zmieniły się tylko raz! Nie zmienia to faktu, że gdyby moduł był beznadziejny, to tych zmian byłoby znacznie znacznie więcej. GT200 najczęściej wyznacza pozycję na podstawie 4-6 satelitów, ale zdarza się również, że śledzi ich aż 10. Ślady wiernie trzymają się drogi, chociaż podczas pieszego rejestrowania trasy w centrum miasta wśród wysokich budynków, na mapie widnieją skoki w bok. Nie stanowią one jednak żadnej bariery przy późniejszym odtworzeniu egzotycznych odcinków. Odbiornik nie ma też problemu, by odnaleźć swoją pozycję, gdy się przemieszczamy. Mogłem ruszyć w drogę (samochód, pociąg, pieszo) a GT200 do 2-3 minut złapał pozycję. Tylko raz zdarzyło mi się, że podczas 15-minutowego wolnego spaceru nie namierzył satelitów.
Odbiornik może albo logować, albo być sparowany z telefonem. Nie ma możliwości, by podczas logowania podłączyć się i skorzystać na chwilę ze złapanej pozycji. Nie ma również możliwości, by przed rozpoczęciem logowania dać GT200 czas na wyrównanie pozycji. Normalne jest to, że odbiornik GPS po włączeniu potrzebuje czasu na odnalezienie się, a początkowo złapana pozycja nie zawsze jest idealna i klaruje się dopiero po 1-3 minutach. W GT200 zapis punktów rozpoczyna się od razu po złapaniu fixa, a więc w skład śladu wchodzą również te błędnie zanotowane metry – w trudnych warunkach nawet kilkaset metrów.

@Trip

To oprogramowanie łamie monopol dodawanego do większości logerów PhotoTaggera, a dodatkowo posiada kilka funkcji, które pracę z odbiornikiem GT200 czynią łatwiejszą i szybszą. Po podłączeniu odbiornika kabelkiem – poprzez Bluetooth nie udało mi się tego dokonać – program @Trip sam go odnajdzie i zapyta, czy pobrać trasę. Po podaniu nazwy dla trasy możemy wybrać jeden z trzech sposobów wyświetlenia jej oraz wgrać zdjęcia, które zostaną powiązane ze śladem. Po ukończeniu zgrywania logu @Trip ma możliwość automatycznego wyczyszczenia pamięci urządzenia. Trasę możemy podziwiać i analizować nie tylko my. Program umożliwia upload każdego śladu na publiczny serwer wraz ze zdjęciami. Taka wirtualna wyprawa może być albo ogólnodostępna, albo poufna. Spodobał mi się zwłaszcza tryb „Sport”, który w formie czytelnego wykresu prezentuje czas, odległość i wysokość. Całość do podziwiania na mapie 3D Google'a. Piękne.
Aplikacja współpracuje nie tylko z śladami utworzonymi przez urządzenia MobileAction, ale również z innymi plikami GPX. Jest to nawet wyraźnie zaznaczone w instrukcji. Dzięki temu analizie możemy poddać również obce trasy. Może to sprawdzić każdy, ponieważ @Trip jest bezpłatny. Co ciekawe trasy zgrane oklepanym już PhotoTaggerem nie wczytują się np. w garminowym MapSource. Te utworzone „attripem” wczytują się bez problemu w innych aplikacjach.

Tomasz Stokłosa

Plusy:
-czuły chipset SiRFStar III
-pewien stopień wodoszczelności
-opcje mocowania
-zaprogramowane logowanie
-wygląd i wielkość
-oprogramowanie

Minusy:
-skromna pamięć
-nietypowe złącze
-niewymienna bateria
-początkowe błędy


Werdykt
I-GotU GT200 to ładny, starannie wykonany odbiornik. Liczne możliwości zaczepienia, uszczelniona obudowa, dokładny i sprawdzony układ GPS oraz funkcja wcześniejszego zaprogramowania czasów zapisu trasy czynią z niego rynkowego pewniaka. Pamiętajmy jednak, że log na początku może mieć naprawdę spore odchyły od rzeczywistości, a pamięć to zaledwie 32 tys. punktów. Nietypowe złącze systemowe zmusza nas do noszenia dodatkowego kabelka, a zwarta, zamknięta obudowa nie pozwala na wymianę lub podmianę wyczerpanej baterii. Na szalę plusów dokładam oprogramowanie @Trip.


Jak wyeliminować błędy początku rejestracji?
Po każdorazowym włączeniu odbiornika w pamięci GT200 powstaje nowa trasa. Później podczas zgrywania śladów na komputerze program @Trip pyta nas, które z nich chcemy zgrać, a które pominąć. Jak już napisałem, w początkowej fazie logowania powstają błędy, które najczęściej zanikają już po minucie, góra trzech. Wystarczy odczekać ten czas, wyłączyć odbiornik i włączyć go ponownie. Złapaną i wyrównaną pozycję będzie miał na świeżo w pamięci, więc nie popełni znów tych samych błędów, a w czasie zgrywania tras na komputerze wystarczy odhaczyć tę pierwszą, której nie chcemy. Program pobierze z pamięci GT200 tylko te poprawne.



Diody.JPG
 Description:
 Filesize:  36.53 KB
 Viewed:  56352 Time(s)

Diody.JPG



GT200 HDR1.jpg
 Description:
 Filesize:  42.16 KB
 Viewed:  56352 Time(s)

GT200 HDR1.jpg



Pasek.JPG
 Description:
 Filesize:  52.72 KB
 Viewed:  56352 Time(s)

Pasek.JPG



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Mon Nov 23, 2009 10:05 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z MOBILITY - magazynu mobilnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą Redakcji.

MobileAction I-GotU GT120

Top Secret

Miesiąc temu przedstawiłem bardziej rozbudowany odbiornik marki Mobile Action – GT200. Dziś przyszła pora na jego młodszego brata, który pod kilkoma względami wypada znacznie ciekawiej. Trudno będzie się oderwać od bezpośrednich porównań, więc jeżeli macie na półce poprzedni numer Mobility, wróćcie do niego.


Już na pierwszy rzut oka widać, że model GT120 jest mniejszy od bardziej rozbudowanego brata. Jest to możliwe dzięki dwóm zabiegom – producent wyciął moduł Bluetooth oraz znacznie zmniejszył pojemność baterii.

Obudowa, podobnie jak w modelu GT200, jest wykonana z twardego białego plastiku. Odbiornik jest mniejszy, a jego wymiary to zaledwie 44.5 x 28.5 x 13 mm. O ile wysokość i grubość obydwóch urządzeń jest niemal identyczna, o tyle testowany w tym miesiącu maluch jest o prawie 1.5 cm węższy. GT120 jest też lżejszy – jego waga spadła o 17g i wynosi równe 20g. Miniaturyzacja wyszła odbiornikowi na dobre. Okrągły przycisk znajdujący się na wierzchu I-GotU GT120 jest mniejszy, a co się z tym wiąże trudniej jest go przypadkowo wcisnąć, gdy loger schowany jest do kieszeni. Inaczej została także wyprofilowana silikonowa otoczka, którą naciągamy na odbiornik. W testowanym miesiąc temu modelu pokrowiec ma znacznie więcej wycięć, przez które woda może się przedostać pod osłonkę. Niezrozumiałe było dla mnie to, że rogi urządzenia, a więc miejsca najbardziej podatne na urazy podczas upadku, były odkryte. W modelu GT120 się to zmieniło. Na dole osłonki jest wycięcie na wtyczkę ładowarki i smyczkę (brak w zestawie), a na „plecach” podłużny otwór, przez który można przewlec pasek lub jakiś trok. Na tym koniec, nie licząc oczywiście olbrzymiego otworu na przodzie logera. Najistotniejsze jest jednak to, że brzegi i rogi urządzenia są w całości zabezpieczone.
Minusem GT120 jest nietypowe złącze systemowe, co zmusza nas do zabrania na wakacje dodatkowego kabelka. W obudowę logera wtopiono dwie diody (niebieską i czerwoną), które informują nas o stanie pracy urządzenia. Są kompletnie niewidoczne i nieczytelne w słoneczny dzień.
Jak już napisałem wcześniej, model GT120 ma baterię o mniejszej pojemności. I to sporo mniejszej, ponieważ zamiast Li-Ion akumulatora 750 mAh wbudowano ogniwo o pojemności tylko 230 mAh. Rozumiem, że producent rezygnując z Bluetooth mógł zredukować pojemność akumulatora, ale żeby od razu aż o tyle!? Co dziwne, w parze ze skróceniem czasu pracy odbiornika, MobileAction dał nam do dyspozycji dwa razy większą pamięć. Model GT200 mógł zapamiętać 32 tys punktów trasy, a w modelu GT120 pamięć ta została rozszerzona aż do 65 tys waypointów.
Za odbiór sygnału z satelitów odpowiada chipset SiRF Star III stworzony w technologii 65nm – moduł sprawdzony w boju i niestety, zła nowina dla piechurów, ustawiony na tryb statycznej nawigacji (SN), co oznacza, że wszelkie nasze przemieszczenia się będą odnotowywane jedynie, gdy nasza prędkość przekroczy około 4 km/h. Takie ustawienie sprawdza się w samochodzie lub podczas Tour de Pologne, ale niekoniecznie na szlaku, gdy poruszamy się bardzo wolno.

@Trip

Do skonfigurowania odbiornika niezbędne będzie oprogramowanie @Trip. Podobnie jak to zrobiłem w przypadku modelu GT200, również i teraz zabawiłem się w matematyczne wyliczanki. Dla przypomnienia, program @Trip służy nie tylko do zgrywania śladów ale także do precyzyjnego konfigurowania sposobu działania GT120. Spośród kilku predefiniowanych trybów pracy znajdziemy sugerowane ustawienia dla spaceru, marszu, jazdy na rowerze, samochodem lub pływania na żaglówce. Każde z nich możemy jednak zmienić i dopasować do własnych preferencji. Matematyczne wyliczanki, o których wspomniałem, wiążą się z podawaną przez aplikację @Trip teoretyczną długością pracy baterii przy podanych ustawieniach. Przytoczę teraz pełny wykaz zmiennych:
gdy częstotliwość zapisu kolejnych punktów ustawimy w zakresie 1 – 6 sekund, odbiornik będzie pracował przez 10 – 20 godzin,
7 – 10 sek = 20 – 30 godzin
11- 20 sek = 30 – 60 godzin
21 – 40 sek = 60 – 70 godzin
41 – 60 sek = 70 – 80 godzin
61 – 90 sek = 80 – 100 godzin
oraz 91 – 120 sek = 100 – 120 godzin.
Pamięć odbiornika to 65 tys punktów. Zakładając, że ustawimy logowanie kolejnych punktów co 1 sekundę, pamięci zabraknie po 18godzinach. Jest to niemożliwe na jednym ładowaniu, ponieważ bateria padnie po 10 godzinach. Przy ustawieniu zapisu co 5 sekund, co samo w sobie pozwala na wierne odtworzenie przebytej trasy, bateria odmówi posłuszeństwa po 90 godzinach, a tyle na jednym ładowaniu odbiornik wytrzyma jedynie, gdy ustawimy zapis co około 75 sekund. Jak widać pamięci jest zbyt dużo, by naładowana bateria mogła ją całą wykorzystać.
Wróćmy do obliczeń i odwróćmy działanie. Odbiornik najdłużej będzie pracował, gdy ustawimy zapis kolejnych punktów co 2 minuty. Skoro przy zapisie co 1 sekundę pamięć odbiornika wystarczy na 18 godzin, to analogicznie przy zapisie co 120 sekund pamięć skończy się po 2160 godzin. Jeżeli będziemy włączali logera na 10 godzin dziennie, pamięci zabraknie po 216 „dniach”. Jeżeli liczbę 2160 godzin podzielimy przez czas pracy urządzenia na jednym ładowaniu, obliczymy, że aby zapisywać trasę przez wspomniane 216 dni (po 10 godzin) będziemy musieli naładować I-GotU GT120 18 razy. To ponad 7 miesięcy zapisu co 2 minuty przez 10 godzin dziennie.
Skoro przy częstotliwości zapisu co 7 sekund odbiornik wytrzyma 20 godzin, to prosta matematyka mówi, że aby GT120 wytrzymał cały dzień logowania musi być ustawiony na 8,4 sekundy, zaokrąglijmy to do 8. Idąc dalej tym tropem, przy wędrówce 8 godzin dziennie,bateria odbiornika wystarczy na równe 3 dni (24 / 8 = 3), gdy czas zapisu ustawimy na co 8 sekund. Jak to liczyć? Bardzo prosto. Musimy tylko wcześniej oszacować jak długo będziemy wędrowali – podstawę wyliczeń macie powyżej. Zakładając, że jadę w góry na 9 pełnych dni ( od soboty do niedzieli) i zamierzam wychodzić ze schroniska o 9 rano i wracać o 17, daje nam to 9 x 8 = 72 godziny – na tyle musi wystarczyć bateria. Jeżeli bateria wytrzymuje 70 godzin przy logowaniu co 41 sekund, to 72 godziny wytrzyma, gdy zmienimy częstotliwość na 42 sekundy. Takie ustawienie zagwarantuje mi, że ładowarka na szlaku okaże się zbędna.

Ciche logowanie.

Wszystkie logi możemy zabezpieczyć hasłem. Po podłączeniu odbiornika do komputera i uruchomieniu programu @Trip, zostaniemy zapytani o poprawne hasło. Jeżeli go nie podamy, nie będziemy mogli zgrać śladów. Ciche logowanie, o którym napisałem w śródtytule dotyczy funkcji, którą opisałem już w przypadku modelu GT200, a która wywołała wśród moich znajomych spore poruszenie. Część zarzuciła mi wspieranie szpiegostwa, a część od razu zapisała się na listę osób pożyczających ode mnie testowany moduł. Ciche logowanie jest niczym innym, tylko trybem automatycznego włączania się urządzenia o zaprogramowanej wcześniej porze. Odbiornik włączy się na 8 godzin i należy ten czas traktować jako coś w rodzaju „pakietu”. Takie pakiety w ciągu 1 dna mogą być dwa, co oznacza, że odbiornik może się automatycznie włączyć maksymalnie na 16 godzin dziennie. Aby zapewnić dłuższe działanie modułu i zabezpieczyć go przed przypadkowym wyłączeniem, możemy tak skonfigurować I-GotU GT120, że diody informacyjne pozostaną nieaktywne (pomimo włączenia logera) a przycisk sterujący pracą gadżetu przestanie reagować na wciskanie.

Tomasz Stokłosa

Werdykt
I-GotU GT120 to jeden z ciekawszych logerów na rynku. Jego niewątpliwą zaletą jest wielkość, zwiększona odporność na działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych oraz „cicha praca”. Coś za coś, zniknął moduł Bluetooth a pojemność akumulatora została zredukowana do 1/3 – względem modelu GT200. Pozostawiono czuły chipset SiRF Star III i nadal możemy korzystać z dobrodziejstw bardzo dobrego, według mnie, oprogramowania @Trip. Plus za zwiększoną – dwukrotnie – pamięć.


Z ostatniej chwili
Marka MobileAction zaprezentowała nową wersję modelu GT200 z dodatkowym oznaczeniem „e”. Urządzenie zachowało wszystkie swoje parametry, a jedynie zwiększona została pamięć wewnętrzna logera. Zamiast skromnych 32 tys. punktów GT200e może ich zapamiętać aż 262 tys, a to dzięki powiększeniu pamięci do 64 MB.



P1100191.JPG
 Description:
 Filesize:  32.68 KB
 Viewed:  56345 Time(s)

P1100191.JPG



GT120 HDR 1.jpg
 Description:
 Filesize:  39.44 KB
 Viewed:  56345 Time(s)

GT120 HDR 1.jpg



P1100194.JPG
 Description:
 Filesize:  34.38 KB
 Viewed:  56342 Time(s)

P1100194.JPG



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Fri Mar 26, 2010 7:52 pm    Post subject: Reply with quote

Tekst pochodzi z Mobility - magazynu mobilnych technologii. Dalsze przetwarzanie jedynie za zgodą Redakcji.

Pixon 12 nie jest telefonem pancernym, który jakoś szczególnie jest przystosowany do znoszenia Trekowych wypadów. Jest jednak modelem, który w bardzo łatwy sposób może połączyć nawigowanie (GPS) i utrwalanie napotkanych miejsc (dobry aparat i tryb wideo). Łatwo, nawet podczas korzystania z Trek'a, możemy zminimalizować aplikację i zrobić dobre jakościowo zdjęcie, a jedynie w TB zapisać punkt.

Samsung Pixon12 (GT-M8910)


Towarzysz dnia.

Pixon12 nie jest jedynym zaprezentowanym telefonem z matrycą 12 Mpx, ale pierwszym, który w naszym kraju (na taką skalę) trafił do sprzedaży. Śmiało można o nim powiedzieć, że wysoko stawia konkurencji poprzeczkę, chociaż – napiszę to już teraz – producent popełnił jeden poważny błąd. Wiele osób zakrzyknie teraz chóralnie, że „Redaktorek plecie głupoty, bo nie wielkość matrycy się liczy, a jakość optyki”... to prawda i nie zamierzam tego poglądu obalać, jednak zdjęcia wykonywane nowym Samsungiem wychodzą naprawdę świetne. Jak się to dla mnie skończyło? O tym w ostatnim zadaniu tego testu.

Pixon12 jest duży i gruby. Takie, a nie inne gabaryty wymusza spory ekran i optyka. Testowany Samsung jest modelem, który obsługuje się niemalże w całości poprzez dotykowy wyświetlacz, a jedyne klawisze widoczne na przednim panelu, to „słuchawki” i klawisz dostępu do menu, który przy dłuższym wciśnięciu odsyła użytkownika do menadżera zadań. Nad wyświetlaczem znajduje się czujnik oświetlenia (ledwo widoczny) oraz oko kamerki internetowej. Głośnik zakryty jest srebrnym, ażurowym elementem. Prawy bok to klawisz zoomowania – oznaczony tak, jak w kompaktowych cyfrówkach, literami W/T – spust migawki oraz włącznik aparatu, który możemy aktywować nawet przy zablokowanej klawiaturze. Góra kryje jedynie złącze microUSB i mikrofon systemu głośnomówiącego. Plus producentowi należy się za wspomniane złącze, które ujednolica sposób korzystania z różnorakich akcesoriów – w końcu będziemy mogli korzystać z ulubionych słuchawek, posiadać jedną ładowarkę i nie kupować nowych kabli podłączeniowych np. do telewizora za każdym razem, gdy zmieniamy telefon. Lewy bok to klawisz blokady ekranu oraz slot kart microSDHC. Dół obudowy to jedynie mikrofon i przelotka do zamocowania smyczki.
Naganne natomiast, z mojego punktu widzenia, jest to, w jaki sposób Samsung potraktował spód obudowy, a konkretnie obiektyw. O ile całość wygląda bardzo rasowo i do ergonomii oraz rozmieszczenia poszczególnych elementów nie mam zarzutów, o tyle fakt, że obiektyw nie jest w żaden sposób chroniony, woła o pomstę do nieba! W telefonie, który pretenduje do miana bycia sprzętem fotograficznym, takie rzeczy nie powinny się przytrafiać. W tradycyjnym aparacie, element odpowiadający za ochronę optyki znajduję się, co oczywiste, przed soczewkami, które są narażone na uszkodzenie, zarysowanie lub po prostu na dotyk palców i zatłuszczenie. Tutaj jest inaczej i nie ma tej ochrony.
Na szczęście w zestawie jest futerał, który ma za zadanie osłonić newralgiczne punkty Pixona12... Jednak Samsung do strategicznie ważnych punktów aparatu nie zaliczył... obiektywu! W całkiem ładnym futerale jest bowiem wycięta ogromna dziura, przez którą możemy do woli podziwiać zbierający wszelkie zabrudzenia element, odpowiedzialny za jakość naszych fotografii. Oznacza to, że na co dzień będziemy zmuszeni do noszenia przy sobie jakiejś ściereczki do oczyszczenia oka aparatu. Szczerze nie rozumiem takiego podejścia.

Ekran i system.

Duży, 3.1'' ekran o rozdzielczości 480 x 800 pikseli i kontraście 10 000 : 1, wyświetlający 16 mln kolorów, wykonany w technologii AMOLED jest niewątpliwą chlubą Pixona12. Obraz jest ostry jak żyleta, a świetne nasycenie kolorów umila przeglądanie zdjęć, wyświetlanie filmów, lub buszowanie po stronach internetowych. Nie zauważyłem, spotykanego czasami w AMOLEDach innych producentów, przesycenia barw. Kolor skóry nie jest marchewkowy, a głębokiej szarości nie pomylimy z czernią. Ekran jest w pełni dotykowy, jednak nie został wykonany w technologii pojemnościowej, co oznacza, że do jego obsługi będziemy potrzebowali czegoś więcej, niż jedynie delikatnych muśnięć. Całkowicie zbędny jest jednak rysik – którego zresztą nie ma w zestawie. Ekran nie zawsze reaguje prawidłowo na dotyk. Sporadycznie zdarzało mi się, że wciskałem jakiś element, on się podświetlał, otrzymywałem wibrujące potwierdzenie, że Samsung odebrał sygnał, lecz na tym się kończyło. Najbardziej irytujące było to wtedy, gdy po odnalezieniu kontaktu i wciśnięciu ekranowej słuchawki, przykładałem telefon do ucha i czekałem na sygnał, by po chwili odsunąć Pixona12 od ucha i przekonać się, że nadal patrzę na pole wyboru numeru, pomimo że telefon wizualnie i wibrująco potwierdził gotowość do nawiązania połączenia. Są to jednak sporadyczne przypadki wynikające z mało precyzyjnego wciskania wirtualnych klawiszy, które należy tapnąć ruchem zdecydowanym i w miarę możliwości prostopadłym do ekranu.
Menu główne Samsunga Pixon12 składa się z trzech ekranów. Sprawia to, że jest ono znacznie czytelniejsze niż bywa to u innych producentów. Funkcje, takie jak kalendarz, alarmy, przelicznik miar czy kalkulator, które dotychczas często skupione były w menu „Narzędzia”, teraz są łatwo dostępne wprost z głównego menu i oznaczone własnym czytelnym piktogramem. Dodatkowo, poszczególne elementy owych trzech ekranów możemy dowolnie przesuwać i grupować w wygodne dla nas bloki tematyczne.
Również ekrany stanu czuwania są trzy, a na każdym z nich możemy ustawić dowolną tapetę, by szybko wizualnie po kolorach zidentyfikować na jakim ekranie się znajdujemy. Na każdym z nich możemy też zamieścić dowolne widgety związane np. z kontaktami, pocztą, kalendarzem, wyświetlaniem godziny lub szybkim przełączaniem piosenek odtwarzacza audio/ stacji radiowych. Możemy też mieć, dzięki widgetom, ułatwiony dostęp do Bluetooth'a lub WiFi.
Pomimo fizycznie niewielkiego ekranu – mamy przecież już monstra 4'' – zaskakująco wygodnie pisało się wiadomości. Klawiatura jest dopracowana, a literki nawet podczas szybkiego pisania, nie gubią się i wskakują w odpowiedniej kolejności. Nie trzeba przy tym czekać, aż się one pojawią i można szybko wklepywać nawet dłuższe frazy.

Fotomegapixon.

Pora na sedno całego testu – możliwości fotograficzne testowanego Samsunga. W aparatach cyfrowych trudno jest uzyskać małą głębię ostrości, a to z racji bardzo małej ogniskowej. Oznacza to, że łatwo możemy zrobić zdjęcie, na którym wszystkie obiekty będą porównywalnie ostre. Duża głębia ostrości jest przydatna przy panoramach, zdjęciach krajobrazowych lub wtedy, gdy zależy nam, by na zdjęciu uchwycić większą grupę osób. Nie pozwala jednocześnie na wykonanie fotografii z ostrym pierwszym planem, a rozmytym tłem. Nie inaczej jest w Pixonie12, dla którego wartości poszczególnych parametrów ogniskowej i przysłony wynoszą: f = 4.6 mm oraz F = 2.6. Szerokokątny obiektyw o ekwiwalencie 28 milimetrów w małym obrazku pozwala na wykonywanie naprawdę dobrych zdjęć, musimy się jednak zdać na pełną automatykę, ponieważ jedynym parametrem, na jaki mamy wpływ jest wartość ISO – w zakresie 50 – 1600.
12 Mpx to już nie byle co. Przeciętne zdjęcie ma wielkość 3 – 3.5 MB i rozdzielczość pozwalającą na wykonanie odbitki o wymiarach 28 x 35 cm. Na pustej karcie o pojemności 16 GB zmieścimy 4798 zdjęć w trybie szerokokątnym – 4000 x 2400 pikseli (w10 Mpx) lub 4069 zdjęć w formacie 4 : 3 – 4000 x 3000 pikseli (12 Mpx). Ów tryb szerokokątny dopuszcza także wielkości: w4 Mpx (2560 x 1536), w1.5 Mpx (1600 x 960) oraz w0.4 Mpx (800 x 480), a tryb 4 : 3: 5 Mpx (2560 x 1920), 2 Mpx (1600 x 1200 ) i 0.3 Mpx (640 x 480).
Wśród trybów fotografowania znajdziemy: pojedyncze zdjęcie, upiększanie (tryb portretowy z automatycznym wykrywaniem twarzy), detekcja uśmiechu, seria zdjęć (aparat wykonuje serię nawet 9 zdjęć tak długo, jak długo będziemy trzymali wciśnięty spust migawki – wielkość obrazków to 640 x 480), panorama (z możliwością wyboru kierunku, w którym chcemy dołączać kolejne kadry – rozmiar panoramy to 3455 x 699) oraz winietowanie, czyli wariacja artystyczna polegająca na przyciemnianiu rogów kadru i uwydatnianiu centrum.
Do wyboru mamy także kilka scenerii: portret, pocztówka, noc, sport, w pomieszczeniu, plaża/śnieg, zachód słońca, świt, kolory jesieni, fajerwerki, tekst, światło świecy i pod światło. Samowyzwalacz możemy ustawić na 2, 5 lub 10 sekund. Sprawnie i szybko działa AutoFocus pracujący również w trybie makro i wykrywania twarzy. Wśród efektów wykonywanych zdjęć znajdziemy: czarno-białe, sepia, negatyw, patyna i wyostrzenie. Balans bieli to: automatycznie, słonecznie, żarowe, jarzeniowe oraz pochmurno. Przy wyłączonej lampie błyskowej możemy skorzystać automatycznego kontrastu i stabilizacji obrazu, które poprawią jakość zdjęcia. Jest też detekcja mrugnięcia okiem, z założenia przydatna przy portretach, ale to jedyna funkcja, której nie udało mi się dobrze przetestować. Funkcja ta, według jedynie sobie znanych algorytmów, mrugnięcia wykrywała lub nie.
Bardzo dobrze działa tryb SmartAuto, który sam dobiera rodzaj scenerii. W zdecydowanej większości przypadków możemy się zdać na ten dobór, chociaż zdarzają się pomyłki i jeżeli tylko mamy trochę czasu, by wyklikać odpowiednie parametry, warto dla dobra efektów końcowych, poświęcić tych kilkanaście sekund. Niewątpliwym plusem Pixona jest ksenonowa lampa błyskowa, o całkiem sporym zasięgu, bowiem potrafi naprawdę dobrze doświetlić kadr do odległości nawet 3 metrów. Pomocna w takich przypadkach jest dioda LED oświetlająca fotografowany obiekt po to, by mógł zadziałać autofocus. AutoFocus posiada ciekawą możliwość śledzenia wskazanego obiektu. Przytrzymując palec na wybranym na ekranie obiekcie, AutoFocus przykleja się do niego i nawet gdy przesuniemy kadr, utrzymuje na nim ostrość.
Czy jest coś, co zmniejsza komfort fotografowania, pomijając niezasłonięty obiektyw? Tak. Sposób ścięcia boków obudowy nie pozwala na postawienie Pixona12 w pionie, by wykonać zdjęcie z użyciem samowyzwalacza. To spore niedopatrzenie, które zmusza nas do instalowania wymyślnych konstrukcji, o które oprzemy Samsunga. O ile w domu źle wyważona konstrukcja przewróci Pixona12 na biurko lub na półkę, na której go ustawiliśmy, o tyle w lesie lub nad jeziorem, nasz fototelefon, ustawiony na jakimś pieńku lub gałęzianym statywie, może „wypaść” dużo gorzej. Statyw! Być może to moja wybujała fantazja, ale dlaczego Pixon12 nie ma gwintu do zamocowania statywu? Jakiś mini statyw rozwiązałby problem braku stabilności.

Wideo.

Kamera umożliwia nam rejestrowanie materiału wideo w kilku rozdzielczościach: w0.3 Mpx – tryb znany również jako D1 (720 x 480), 0.3 Mpx (640 x 480), QVGA (320 x 240) oraz 176 x 144. Do wyboru mamy identyczne, jak wspomniane już wcześniej, efekty kolorystyczne, ten sam balans bieli i opóźnienie samowyzwalacza. Pewien mankament wyniknął z ostrością w ciemnym otoczeniu. Otóż Pixon12 w takim momencie włącza diodę LED doświetlającą kadr. Dioda ta radzi sobie perfekcyjnie z obiektami oddalonymi o 1 – 1.5 metra. Ostrość jest wtedy ustawiana szybko i sprawnie. Przy większych odległościach obiekty nadal są całkiem dobrze doświetlone, jednak ostrość zaczyna wariować a jej ustawienie zajmuje Samsungowi zdecydowanie zbyt dużo czasu. Nie jest to uciążliwe, gdy mam do czynienia z obiektami nieruchomymi – kilka sekund różnicy, ostrość zostaje ustawiona i możemy nagrywać. Gorzej jest, gdy obiekt się porusza, a autofocus musi wciąż na nowo analizować zaistniałą sytuację. Wszystkie mankamenty przemijają, gdy nagrywamy wideo przy dobrym oświetleniu – wtedy wszystko działa szybko i sprawnie.

Komunikacja i pamięć.

Pod względem dodatków Pixon12 to prawdziwy wymiatacz, pomimo że wyposażono go jedynie w system producenta. Mamy więc Bluetooth 2.1 z EDR i A2DP, co pozwala nam na podłączenie bezprzewodowych słuchawek stereo. Mamy łączność Wi-Fi 802.11 b/g oraz USB 2.0 pracujące w trybie HighSpeed. Podczas trwających miesiąc testów nie odnotowałem żadnych problemów. Podobnie dobrze spisywał się odbiornik GPS wzbogacony w funkcję pobierania podpowiedzi, dzięki czemu czas potrzebny na ustalenie pozycji skraca się nierzadko do 30 – 40 sekund, a gdy często korzystałem z odbiornika (np. podczas oznaczania zdjęć współrzędnymi geograficznymi), czas ten oscylował w granicach 10 – 15 sekund. Uważam, że to bardzo dobry wynik.
Sporo dobrego mogę powiedzieć o baterii, która wytrzymuje cały dzień bardzo intensywnej pracy. Akumulator ma pojemność zaledwie 1000 mAh, a nie robią na nim wrażenia kilkugodzinne rozmowy. Po kilkunastu wysłanych i odebranych sms-ach i mail-ach oraz dwóch godzinach rozmów, z pięciu kresek wskaźnika baterii zniknęła zaledwie jedna. Pixon12 nie kapituluje zbyt szybko także podczas przeglądania stron internetowych - niezależnie od tego, czy jako medium wykorzystujemy łączność WiFi, czy transmisję danych UMTS/HSDPA.
Wśród dodatków umilających życie z całą pewnością należy wymienić odtwarzacz wideo, który perfekcyjnie radzi sobie z filmami aż do rozdzielczości D1, powyżej której wyrzuca informację o nieobsługiwanym formacie. Nie musimy się także przejmować czasochłonną konwersją, ponieważ wśród obsługiwanych plików są takie gwiazdy, jak .avi, divx czy .mp4. Równie bezstresowo korzysta się z odtwarzacza audio, który - jak już to nieraz podkreślałem - gra w Samsungach bardzo głośno! Do tego stopnia jest to donośny dźwięk, że ja, będąc osobą, która w opinii kilkorga złośliwych znajomych niedosłyszy, musiałem ustawiać potencjometr na 10 - 12 w czternastostopniowej skali. Nie byłoby tak różowo, gdyby nie genialne słuchawki kanałowe, jakie producent dodaje do testowanego modelu. Odtwarzacz wyświetla okładki albumów, a wśród polepszaczy dźwięku wymienię chociażby korektor z trybem SPAM HD i emisję dźwięku w systemie 5.1! Jeżeli i tego Wam mało, to na dokładkę jest radio z RDS i automatycznym strojeniem.
W Samsungu po raz pierwszy spotkałem się z nowym sposobem skalowania treści na ekranie (i dotyczy to zarówno grafik, jak i stron internetowych). Nie mamy tutaj, znanego z wielu urządzeń multitouch'a, którego pewnym mankamentem jest to, że do obsługi ekranu musimy wykorzystać dwa palce - najwygodniej dwóch rąk - a w zamian za niego producent dał nam we władanie swój własny patent, który jest bardzo prosty do opanowania - po przyłożeniu palca do ekranu i dłuższym przytrzymaniu go, pojawiają się strzałki góra/dół - teraz, gdy przesuniemy palec w porządanym kierunki, obraz na ekranie zmniejszymy lub powiększymy. Rozwiązanie to jest bardzo wygodne, ponieważ pozwala na pełną obsługę jedną ręką i nie absorbuje drugiej. Kiedy się takie udogodnienie przydaje w codziennej pracy? Np wtedy, gdy po zrobieniu zdjęcia chcemy je na szybko zobaczyć i przeskalować, a musimy drugą ręką trzymać się jakiejś poręczy, lub - do czego nie namawiam – kierownicy... tzn namawiam do trzymania kierownicy podczas jazdy, ale nie jedną ręką!
Pamięć wewnętrzna Pixona12 to nie jest jego mocna strona. Na nasze bezcenne zdjęcia, filmy i muzykę Samsung oddał w nasze władanie tylko 200 MB, które na szczęście możemy rozszerzyć o kolejne 16 GB. Zapewne bohater tego testu nie pogardzi nawet 32 GB, ale tego nie było mi dane sprawdzić. Dodatkowo zapiszemy 2000 kontaktów, 100 notatek, 100 zadań, 100 rocznic oraz 200 terminów i tylko 500 sms-ów.

A teraz ostatnie zdanie testu: w czasie, gdy Wy czytacie tekst, do mnie już dojechał kurier z nowiutkim Pixonem12. Test skończył się więc moją zdradą dotychczasowej marki na rzecz Samsunga. Czas pokaże, czy ta „zdolna Koreanka” na to zasłużyła.

Tomasz Stokłosa

Werdykt:
Telefon wszechstronny, ciekawy i irytujący, ponieważ producent nie ustrzegł się podstawowych błędów, o których trąbi się na prawo i lewo. Spotykamy urządzenie dedykowane fotografom, które nie ma osłony obiektywu. To kuriozum! Pomijając jednak to poważne – według mnie – niedociągnięcie, mamy do czynienia z bogato wyposażonym modelem, który sprosta większości naszych codziennych potrzeb. Czuły odbiornik GPS, WiFi, HSDPA, Bluetooth, genialny ekran, szeroki wachlarz możliwości audio – wideo i niespotykane dotąd spektrum funkcji fotograficznych to niewątpliwe atuty Samsunga GT-M8910 vel Pixon12.

W pigułce:
aparat 12 Mpx i nagrywanie wideo 720 x 480
lampa ksenonowa + dioda LED
ekran AMOLED WVGA – 480 x 800 pikseli
A-GPS
WiFi b/g oraz Bluetooth z A2DP

Plusy:

bardzo dobry aparat 12 Mpx
sprawnie działający tryb Smart Auto
podwójne źródło światła
czuły odbiornik A-GPS
WiFi
czytelny ekran o dużej rozdzielczości

Minusy:

nie osłonięty obiektyw
problemy z AF w nagraniach wideo
zdecydowanie zbyt mała pamięć wewnętrzna
ekran nie zawsze reaguje na dotyk

Pixon12 vs kopaktowy "głuptak":
Nie widzę przeszkód, by Pixon12 zastąpił prosty aparat cyfrowy na wycieczce lub nawet kilkudniowym wyjeździe. Wprawdzie przy powiększeniu 1:1 widoczne są szumy, ale kolory i ostrość są bardzo dobre. Jedyną funkcją, której brak może zdyskwalifikować testowanego Samsunga, jest zoom optyczny. Również filmy wychodzą nadzwyczaj dobrze- poza sytuacjami, gdy nagrywamy materiał wideo przy niewielkiej ilości światła i potrzebne jest doświetlenie. Wtedy wariuje AutoFocus.



P1100920.JPG
 Description:
 Filesize:  18.28 KB
 Viewed:  52989 Time(s)

P1100920.JPG



P1100981.JPG
 Description:
 Filesize:  20.44 KB
 Viewed:  52989 Time(s)

P1100981.JPG



P1100990.JPG
 Description:
 Filesize:  37.28 KB
 Viewed:  52989 Time(s)

P1100990.JPG



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Wed Jun 23, 2010 9:32 pm    Post subject: Reply with quote

Postanowiłem dziś zrobić przedwakacyjne zestawienie logerów. W skład tego zestawienia weszły trzy modele, które możemy znaleźć w sklepach i nie trzeba specjalnie długo ich szukać. Są to: wciąż popularny Pentagram P3106 (jeszcze z wcześniejszym chipsetem MTK o mniejszej ilości kanałów), MobileAction I-GotU GT-200 (który występuje też w wersji bez Bluetooth, czyli GT-120, oraz wersji z większą ilością pamięci wewn. - 64MB - GT-200E i wersji z czujnikiem ruchu GT-600) i urządzenie, które ostatnio jest moim ulubionym odbiornikiem - Holux M-241.

Najpierw przeprowadziłem test pływania - około godziny. Do tego testu wykorzystałem jeszcze dodatkowo odbiornik mojego Samsunga Pixon12.

Później wykonałem kilka kółek wokół zbiorników retencyjnych na kąpielisku leśnym - trzy okrążenia. Zobaczcie sami, jakie są wyniki Smile

Zacznę od okrążeń, bo tutaj raczej nie ma sensacji - zdecydowanie lepiej wypadły modele oparte o chipset MTK - Holux i Pentagram, słabiej "Sirfowy" I-GotU GT-200. Pomimo, że odbiornik marki MobileAction wypadł najsłabiej, to i tak ślad przez niego zarejestrowany jest znacznie wierniejszy, niż z modelu HGE-100 (słuchawek SonyEricssona - też Sirfowych) lub logera MediaTech'a opartego o mało znany (a podobno czuły) chip Venus. Nie ma sensacji - MTK górąSmile

W teście pływania zaskoczył mnie wynik odbiornika w telefonie Samsung. Spodziewałem się większego rozrzutu punktów, a tymczasem Samsung odnotował najlepszy rezultat, tuż za nim uplasował się Pentagram. Holux wypadł słabiej, jednak najgorzej pod względem długości linii, przebytej drogi i wahań wysokości wypadł GT-200. Mogę się domyślać dlaczego tak się stało... uroki statycznej nawigacji.



3 kolka G1.jpg
 Description:
 Filesize:  129.42 KB
 Viewed:  49854 Time(s)

3 kolka G1.jpg



3 kolka wysokosc G1.jpg
 Description:
 Filesize:  61.82 KB
 Viewed:  49854 Time(s)

3 kolka wysokosc G1.jpg



Test porownawczy logerow 1H i 3 kolka.zip
 Description:

Download
 Filename:  Test porownawczy logerow 1H i 3 kolka.zip
 Filesize:  114.4 KB
 Downloaded:  0 Time(s)


_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Wolverine



Joined: 20 Apr 2008
Posts: 400
Location: Gliwice, PL

PostPosted: Wed Jun 23, 2010 9:35 pm    Post subject: Reply with quote

A tutaj informacje o pływaniu testowanych logerów.


1H zestawienie G1.jpg
 Description:
 Filesize:  57.13 KB
 Viewed:  49851 Time(s)

1H zestawienie G1.jpg



I-GotU GT-200 G1.jpg
 Description:
 Filesize:  34.28 KB
 Viewed:  49851 Time(s)

I-GotU GT-200 G1.jpg



Pentagram P3106 G1.jpg
 Description:
 Filesize:  36.59 KB
 Viewed:  49851 Time(s)

Pentagram P3106 G1.jpg



Holux M-241 G1.jpg
 Description:
 Filesize:  35.68 KB
 Viewed:  49851 Time(s)

Holux M-241 G1.jpg



Pixon12 G1.jpg
 Description:
 Filesize:  35.11 KB
 Viewed:  49851 Time(s)

Pixon12 G1.jpg



_________________
TrekBuddy 4.0 PL
Samsung Galaxy Note II + MicroSDHC Ultra 32GB
Cat B15 + MicroSDHC Ultra 16GB
Holux M-1000c
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    TrekBuddy Forum Index -> Polski All times are GMT
Goto page 1, 2  Next
Page 1 of 2

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You cannot attach files in this forum
You cannot download files in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group